IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Angel of Small Death

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Angel of Small Death   Nie Paź 26, 2014 11:30 pm


Freshly disowned in some frozen devotion
No more alone or myself could I be
Looks like a strain to the arms it were open
No shortage of sordid, no protest from me


    Imię: Naama;
      ”Dogadzająca”. Virid od zawsze zastanawiał się, czemu nosi kobiece imię, ale nie mógł zaprzeczyć - wyglądem nie różnił się zbytnio od swoich trzech towarzyszek. Z czasem zaczął zrzucać winę na tłumaczy i pisarzy, którzy nigdy nie mieli okazji się z nim spotkać sam na sam. Nie żeby tego żałował, większość z nich była wyjątkowo nie w jego typie, ale faktem jest, że kilka drobnych poświęceń na przestrzeni wieczności nie zrobiłoby mu wielkiej krzywdy, a na pewno wyjaśniłyby pewne nieporozumienia.

    Nazwisko: Brak;
      Z oczywistych powodów. W przeciwieństwie do sporej ilości przystosowanych do życia publicznego aniołów, Naama nigdy nawet nie próbował udawać, że zależy mu na tym, co myślą ludzie. Zapytany o dane osobowe od zawsze podawał tylko imię. Prawdziwe imię. Oczywiście taka postawa momentami utrudniała życie, przykładem może być fakt, że z powodu jego buty nigdy nie dostał dowodu osobistego. A to w połączeniu z jego wyglądem czasami rodziło problemy.

    Pseudonim: Virid;
      Stosunkowo nowy pseudonim, pochodzący od odcienia zieleni, który anioł po prostu lubi… poza tym nie miał lepszego pomysłu. Nic więcej. Gdy ma się tyle lat co on, pewne rzeczy przestają być aż tak ważne, tym bardziej, że większość osób i tak używa jego prawdziwego imienia; Głównie dlatego, że przezwisko zarezerwowane jest dla osób znających go trochę lepiej, a tych nie ma zbyt wielu.

    Rasa: Anioł;
      Anioł rozpusty, dokładnie mówiąc. Dodatkowo jeden z czterech towarzyszek Samaela, którym to przypisuje się rozpowszechnienie pośród ludzi wszelkich dewiacji. Wszystko to brzmi elegancko i całkiem dostojnie (jak na standardy samego zainteresowanego i sporej grupy fanów angelologii), ale im głębiej w las, tym więcej drzew. Przez lata Naama stawał się ofiarą dzikich fantazji kapłanów, rabinów i pisarzy, który dopisywali mu coraz to nowe osiągnięcia pokroju urodzenia Asmodeusza. Ludzka wyobraźnia nie ma granic, a on z czasem po prostu przestał się tym wszystkim przejmować. Zawsze mogło być gorzej, w końcu Samael według znawców śmierdzi gnijącymi jajkami.

    Przynależność: Czerwoni;
      Jedynym powodem jego dołączenia do organizacji była obietnica pozycji i łączących się z nią wygód. Nigdy nie narzekał na pustki w portfelu, prawda, ale skusiła go wizja prestiżu, no i… Chciał zobaczyć jak inni będą reagować mając w szeregach anioła. Los chciał, że jego smykałka do interesów okazała się użyteczna i z czasem wdrapał się dość na całkiem wygodne stanowisko w hierarchii, ale rzadko kiedy używa przywilejów z nim związanych. Za to uwielbia się nim chwalić, jakby była to kolejna z jego błyskotek, ot, dla robienia lepszego wrażenia.

    Wiek: Brak danych;
      Virid po prostu przestał liczyć ile lat spędził na tym (i nie tylko) świecie. Jednym z powodów jest oczywiście fakt, że zanim ludzkość stworzyła liczby i zdefiniowała rok, on już od dawna panoszył się po niebie i ziemi, z każdych problemów wymigując się dzięki immunitetowi, jaki dawała mu rola dana mu przez Boga. W końcu to nie jego wina, że był jakimś wymyślnym eksperymentem i teoretycznie nie zrobił niczego, co kłóciłoby się z jego powołaniem.

    Zawód: Sekretarz;
      Każdy członek organizacji, każdy niewolnik, każdy grosz, obraz i doniczka, oraz wszelkie inne dobra materialne przechodzą przez jego ręce. Choć nie bierze aktywnego udziału w żadnych bardziej inwazyjnych akcjach i jest jedną z najspokojniejszych osób w szeregach Czerwonych, to lubi myśleć, że bez niego wszystko poszłoby w diabły. I czasami to wyobrażenie nie jest aż takie mylne, w końcu ktoś musi dbać o najprzyziemniejsze z przyziemnych spraw, a on lubi być szarą eminencją. Poza tym zna organizację od podszewki, a z doświadczenia wie, że informacje sprzedają się najlepiej. Przezorny zawsze zabezpieczony, jak to mówią..



Feeling more human and hooked on her flesh I
Lay my heart down with the rest at her feet
Fresh from the fields, all feeder and fertile
It's bloody and raw, but I swear it is sweet


    Najwyższa wartość: Wiara i Pieniądze;
      Jak dziwnie by to nie brzmiało w ustach anioła, który może pochwalić się tak szerokim wachlarzem najróżniejszych grzechów, Virid kocha Boga, ba! Można wręcz powiedzieć, że jest mu wierny jak bity pies, który zawsze wraca do domu, ile razy by nie został skrzywdzony. Nieliczni są w stanie w to uwierzyć, gdy popatrzy się na jego styl życia i sposób odnoszenia się do bliźnich, ale z drugiej strony – czasami obnosi się ze swoim wyznaniem w przerysowany wręcz sposób. A co do pieniędzy… Tego chyba nie trzeba tłumaczyć.

    Charakter:
      W zestawie z wyglądem manekina, Virid został też wyposażony w uosobienie źle wychowanej lalki z porcelany i już to powinno wyjaśnić dlaczego nie ma zbyt wielu przyjaciół.
      Gdy coś mówi, jego słowa są ciche, zwięzłe i zazwyczaj wyzute z emocji innych niż znudzenie i nienachlana arogancja, chociaż czasami dla efektu pozwala sobie na karykaturalne odgrywanie innych uczuć. Ciekawym jest, że jego myśli wyglądają podobnie. Anioł jest zdecydowanym przeciwnikiem bezsensownego marnowania szarych komórek i na luksus kombinowania i zadręczania się myślami pozwala sobie tylko w chwilach skrajnej ekscytacji czy też gdy ma za to obiecaną, najlepiej wielokaratową, nagrodę. To leniwe podejście może czasami męczyć i irytować nieprzyzwyczajonych rozmówców, ale ci, którzy mieli wątpliwą przyjemność poznać go lepiej uważają, że może to i lepiej. Otóż gdy trzeba Naama potrafi zrobić dobry użytek z wielu tysięcy lat zmagazynowanej wiedzy i zmienia się w kłamliwą, bezlitosną żmiję, która zrobi wszystko, żeby tylko osiągnąć wyznaczony sobie cel. Dopóki nie zmusi się go do mobilizacji umysłowej jest szczery (momentami aż do bólu) i dość bezpośredni, a taka postawa ma swoich fanów – w końcu nie trzeba się wdawać w długie dyskusje żeby znać jego opinię na praktycznie każdy temat.
      A jak anioł odnosi się do wspomnianych wcześniej znajomych? Z dystansem, zdecydowanie, choć mniejszym niż w stosunku do obcych. Czasami częściej się odzywa, czasami żartuje, czasami w ramach okazywania szacunku próbuje trzymać ręce przy sobie… A skoro już o tym mowa. Chłopak, o ile tak można go nazwać, całkowicie neguje istnienie czegoś takiego jak przestrzeń osobista, nazywając ją „Freudowskim wymysłem siedzących nad mózgami szczurów emerytów”. Nie robi tego w sposób agresywny, stroni od przemocy i fizycznego przymusu, woli wykorzystać swoje wady (tak, wady) i wywalczyć sobie chłodną dominację na poziomie psychicznym, ale faktem jest, że czasami bez zdawania sobie z tego sprawy oprze się o kogoś, pogładzi go pieszczotliwie po plecach, czy po prostu stanie tak blisko, że jego słowa bardziej się czuje niż słyszy.
      Wszystko, co zostało już wspomniane nie zmienia faktu, że Virid to w głębi serca sarkastyczny egoista luźnych obyczajów, niezależnie od tego jak bardzo flegmatyczny wydaje się na co dzień. Nigdy nie przepuści okazji do subtelnego dogryzienia, jeśli rozmówca tylko na to zasłuży, a, nawiasem mówiąc, zasługują zawsze. Bycie podprogowo złośliwym to jedna z niewielu radości, jakie czerpie z kontaktów międzyludzkich (i nie tylko), które nie mają nic wspólnego z łóżkiem, chociaż nawet i tam potrafi zajść za skórę i to w złym znaczeniu tego powiedzenia. Jednakże trzeba brać poprawkę na to, że jego usposobienie przypomina nieco królika – im więcej uwagi i pieszczot dostaje, tym bardziej się otwiera, a czasem nawet dochodzi do poziomu jako-takiej używalności publicznej, co jest nie lada wyczynem. Tyle że zamiast umierać z braku uwagi, on w trybie natychmiastowym degraduje znajomość do „byłem, widziałem, sprawdziłem” i nonszalancko wraca do bycia niewdzięcznym hipokrytą, jak gdyby nigdy nic.
      Innym ciekawym elementem jego (przez wielu uważanych za złamaną bez możliwości naprawy) osobowości jest specyficzne poczucie humoru. O ile poruszanie tematu co go „kręci” jako anioła o takiej a nie innej roli nie ma większego sensu, bo odpowiedź brzmi – przy odpowiednim układzie gwiazd wszystko, to sprawa ma się zupełnie inaczej z rzeczami, które go bawią. Nie jest on typem, który wybuchnie szczerym śmiechem, a szczytem okazywania radości w jego wykonaniu jest nieco cieplejszy uśmiech, ale wbrew powszechnej opinii jest całkiem zabawowym jegomościem. Lubi komedie, bawią go niepowodzenia innych (profesjonalny termin – Schadenfreude), a nawet potrafi dostrzec element komiczny w walkach niewolników, choć akurat te obserwacje są popularnie uznawane za chore i z zasady się nimi nie dzieli.
      Ciekawostką jest to, że gdy kogoś naprawdę polubi, ma zwyczaj robić mu kawały… A przynajmniej tak głoszą legendy, bo sam Virid raczej nie porusza tematu.
      Summa summarum Naama to osoba cicha, ale w nieprzyjemny sposób. Wielu twierdzi, że jego spojrzenie przebija się przez czaszkę i bada mózg rozmówcy jak gdyby była to dziwna potrawa, którą najpierw trzeba dźgnąć widelcem, zanim spróbuje się ją włożyć do ust. Ma cokolwiek specyficzne poczucie humoru i jedynym, co można z niego wydusić bez większego wysiłku jest sarkazm, ale w końcu każdy ma wady. Los chciał, że jedni mają ich więcej od innych i tyle.
      Jednak jest coś, czemu nikt nie może zaprzeczyć, nieważne jak bardzo by chciał – Virid jest wulgarny w cichy, oszczędny i wyrachowany sposób. Jest coś w jego wyreżyserowanych gestach, w tym, jak czasami przygryza wargę, gdy zastanawia się co powiedzieć, w jego tonie głosu i sposobie w jaki delikatnie pociera chudy kark obolały po długich godzinach wypełniania druków. Nie jest to przyjemne, o nie, ale kuszące jak alkohol. Pije się go coraz więcej i więcej dobrze wiedząc, że następnego dnia będzie się tego żałować, a mimo to się nie przestaje.

    Zalety:
    • Zna się na handlu. Głównie żywym towarem, fakt, ale nie umniejsza to jego doświadczeniu, a i wymiana dóbr na pieniądze w każdej branży wygląda podobnie. Kiedyś myślał nawet o podjęciu studiów na powiązanym kierunku, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Nie chciało mu się walczyć z egzaminami, miał lepsze plany na długie, zimowe wieczory. Mimo to ma niezłe wyczucie w kwestiach współczesnej giełdy, kursów walut i oszukiwaniu urządów, co robi z niego całkiem dobrego organizatora pracy, jeśli tylko uzna sprawę za godną wysiłku.
    • Umie szanować autorytety, choć stanie się kimś takim w jego oczach nie jest łatwe. Nie zawsze odnosi się z respektem do tych, którzy są nad nim, ale ma w sobie na tyle dużo dyscypliny, że będzie posłuszny, gdy ktoś okaże się lepiej odnajdywać w sytuacji od niego. Zrobi to z kwaśną miną, ale zawsze.
    • Wada w zalecie – jest jak karaluch. Wielu próbowało go już zabić, ale nikomu jak dotąd się nie udało. Jak to mówią złego diabli nie biorą.

    Wady:
    • Jest niepoprawnym hipokrytą i nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Wszystko ma być tak, jak on sobie życzy i nie obchodzi to, jak on zachowywał się w podobnych sytuacjach. On to on.
    • Jego chciwość momentami przewyższa tą, którą szczycą się niektóre demony. Chce bogactwa, chce pięknych kochanków i czarujących kochanek, chce miłości tłumów, miękkiego ciała pod swoim obcasem, nowego komputera, większego mieszkania, więcej deszczu i mniej upałów – i ma to wszystko dostać. Gdyby tylko mógł, zażyczyłby sobie cały świat z kokardą na czubku, ale ma na tyle rozumu, że rozumie absurdalność tej myśli. Przecież nie ma tak wielkiej wstążki.
    • Jak na anioła jest wyjątkowo nieprzyjemny i to na każdym polu. Wszystko od jego manieryzmu, przez słowa aż po wygląd sprawia, że nie chce się z nim spędzać więcej czasu niż to potrzebne, a nawet te krótkie chwile sprawiają, że czuje się nieswojo przez resztę dnia. To kwestia instynktu, który wyczuwa coś zepsutego za gładkim uśmiechem i drogimi ubraniami. Mimo wszystko Naama to anioł, który został stworzony, by kusić nie tylko ludzi, ale same anioły, sama jego istota zdaje się sprzeczna w przekazie i można to wychwycić już po pierwszej wymianie spojrzeń. Jedynym, co ma na swoje usprawiedliwienie jest to, że tak został stworzony.
    • Choć dla niektórych nie jest to wada, Virid bluźni. Nie w sposób językowy, choć i to mu się czasem zdarza (są to sytuacje sporadyczne i zazwyczaj słyszą to tylko jego obojętne na wszystko rybki), a religijny. Jest pełnoprawnym aniołem, oddanym Bogu jak mało kto, ale jest w tym tak… Patologicznie fałszywy. W jednym zdaniu potrafi wielbić Stworzyciela Szatana i firmę produkującą jego ulubione pióra na naboje i nie widzi w tym nic złego, choć wydawałoby się, że noszenie na szyi krzyżyka powinno zobowiązywać.

    Słabości:
    • Złoto. Każda wykonana z niego błyskotka sprawia, że zmienia się w rozanieloną dziewczynkę skłonną doznania każdego kompromisu. O ile oczywiście wspomniana błyskotka jest dobrze wykonana, a osoba wręczająca nie sprawia, że jego poczucie estetyki skomle w kacie.
    • Ma zwyczaj zasypiania w najdziwniejszych miejscach, o ile nic go nie zainteresuje. Na stojąco, na siedząco, w pociągu, samochodzie, na spotkaniu – obojętne. Oczy czasami same mu się zamykają, a on nie ma ani siły, ani chęci żeby z tym walczyć.
    • Połowy produktów spożywczych i dań dostępnych na kuli ziemskiej nie uważa za jadalne. Ma bardzo delikatny żołądek i czuły język, przez co jego dieta składa się z rzeczy o tak mdłym smaku, że mało kto decyduje się zaryzykować jedzenie tego, co sam przyrządził.
    • Piękne osoby również mają specjalne miejsce w jego sercu, chociaż akurat to nie powinno dziwić.



I watch the work of my kin bold and boyful
Toying somewhere between love and abuse
Calling to join them the wretched and joyful
Shaking the wings of their terrible youths

    Wzrost: 183 cm;
    Waga: 68 kg;
    Wygląd zewnętrzny:
      Virid łączy w swoim wyglądzie kobiecą delikatność i łagodność z surową solidnością mężczyzny. Fakt, jego ramiona są dość wąskie, a łagodna twarz osadzona jest na chudej szyi, ale mimo to nie sprawia wrażenia zwiewnej niewiasty, którą pokona pierwszy powiew wiatru. W efekcie większość osób, które widzą go po raz pierwszy nie jest w stanie jasno określić jego płci, a gdy ktoś już podejmie decyzję, zazwyczaj popełnia błąd. Nikt jednak nie powinien się czuć winny z powodu takiej pomyłki, w końcu anioł sam się przyznaje, że czasem widząc siebie w lustrze musi przypomnieć sobie, że mimo wszystko jest mężczyzną.
      Największym jego problemem jest twarz. Delikatna, otoczona grubymi pasmami włosów o delikatnym odcieniu mleka z miodem, miejscami tylko przetykanych błyszczącymi, wyraźnie złotymi kosmykami; Ozdobiona parą sporych, migdałowych oczu z wyglądającymi zza wiecznie opuszczonych powiek, nienaturalnie lśniących, złotych tęczówek z jasnymi, miękko zakreślonymi źrenicami, które upodabniają spojrzenie Virida do wzroku martwej ryby; Niewielki, prosty nos i drobne, prawie nie odcinające się od alabastrowej skóry usta, czasami odsłaniające rząd prostych i jasnych jak perły zębów. Anioł do złudzenia przypomina misternie zdobioną figurę z białego marmuru, a przy tym pozbawiony jest jakichkolwiek cech jasno wskazujących na to, co zawiera jego bielizna. Jednak zamiast próbować zaznaczyć swoją męskość i ułatwić życie sobie i postronnym widzom, Virid czerpie wręcz perwersyjną przyjemność z zacierania granicy między płciami. Nie ćwiczy, żeby nie nabrać mięśni, nosi dyskretną, pełną klasy biżuterię, maluje paznokcie, dobiera ubrania zgodnie z najnowszymi trendami i kanonem mody – zachowuje się jak rasowa kokietka z dostępem do sporych pokładów gotówki i, szczerze mówiąc, nie uznaje tego za nic złego. Osobiście twierdzi, że gdyby spróbował zmężnieć, efekt byłby co najmniej dziwny – został zaprojektoeany w tak androgeniczny sposób, a kim on jest, żeby przeciwstawiać się woli Pana?
      Ciekawą sprawą są jego skrzydła. Niewielkie, poszarpane i pracujące pod dziwnymi kątami tak, jakby ktoś je połamał i oderwał gorzej trzymające się kości kawałki mięsa. A warto wspomnieć, że te miejscami naprawdę wystają spod kłębowiny miękkich, złoto-białych jak włosy ich właściciela piór. Psują one nieco wizerunek nietkniętej perfekcji, który anioł przez tysiące lat pielęgnował, ale mimo to ich nie zasłania. Czasami nawet bawi się nimi, gdy nie ma niczego do roboty i śmieje się w duchu z osób niepewnie śledzących wzrokiem wystające spoza jasnego puchu kawałki szkieletu.
      Dodatkowo, jak każdy szanujący się anioł ze zmysłem estetycznym, Virid posiada dość spory tatuaż. W jego wypadku jest to misterna, złota koronka ciągnąca się od karku aż po koniec kości ogonowej, zakrywająca całe, proste plecy. Całość, podobnie jak reszta „naturalnego” złota, które posiada Naama, połyskuje nienaturalnie, jakby zostało dopiero co wlane w wąską formę motywu. Przy bliższym przyjrzeniu się, można jednak dostrzec że to, co z daleka wygląda na prostą mandalę jest w rzeczywistości mozaiką starannie odtworzonych węży i kwiatów tak drobnych, że miejscami zlewają się w jednolite linie. Nie jest to jednak jedyna trwała ozdoba ciała anioła. Poza tym ma on też wlaną w skórę powiek cienką, złotą linię ciągnącą się tuż za jasnymi rzęsami, niewielki krzyż za lewym uchem i równie dyskretny pentagram za prawym. Wiele razy myślał o zwiększeniu ilości tatuaży, ale zawsze kończył z myślą, że jeszcze będzie miał na to czas. I tak przez parę tysięcy lat.
      Podsumowując sekretarz Czerwonych jest osobą wyjątkowo specyficzną w kwestii wyglądu. Wszystko od jego włosów po czubki zadbancyh, gładkich dłoni i stóp wskazywało by na to, że jest on dość pociągający, a mimo to mało kto tak go odbiera. Jest zbyt skrzywiony w swojej perfekcji, zbyt wulgarny w niewinności i zbyt twardy w kobiecości; Wszystko to razem sprawia, że roztacza dookoła siebie specyficzną aurę czegoś, na co nie chce się patrzeć, a mimo to ciężko odwrócić od niego spojrzenie, jak sterylny stół chirurgiczny, który widzi się po raz pierwszy i chłonie się jego obraz z nieukrywaną ciekawością, ale ma się świadomość, że za kilka minut będą na nim leżeć nasze wnętrzności. Sytuację dodatkowo pogarsza jego nienaturalnie niska temperatura ciała i mocno ograniczona mimika twarzy.

    Znaki szczególne:
      Wyglądające na połamane, niewielkie skrzydła miejscami świecące gołymi kośćmi, oczy martwej ryby i odrażająco sterylny androgenizm lalki. Na dodatek nie posiada on w pełni wykształconego pępka i sutków, które są, odpowiednio, jedynie niewielkim, miękkim wgłębieniem w jasnej skórze i parą delikatnych, nieodcinających się kolorem od reszty klatki piersiowej wzgórkami. Posiada też dwie dziury na kolczyki w lewym uchu, ale rzadko je nosi.



And lease this confusion, I'll wander the concrete
Wonder if better now having survived
Jarring of judgement and reasons defeat
The sweet heat of her breath in my mouth I'm alive


    Życiowe motto:
      Wszystko co twarde w końcu pęka.

    Ciekawostki:
    • Hobbystycznie pracuje jako tatuażysta i dostaje nawet niezłe opinie. Ciekawostka – wiele tatuaży na jego ciele zostało wykonanych przez samego Virida;
    • Choć jego samodzielnie wybrane przezwisko pochodzi od odcienia zieleni, to jego ulubionym kolorem jest popielata szarość;
    • Plotki głoszą, że całkiem nieźle śpiewa, ale nikt od ostatnich dwóch wieków nie miał okazji tego usłyszeć;
    • Sam przycina sobie włosy, a że nigdy nie chce się za to zabrać, jego grzywka zazwyczaj jest nieco przydługa;
    • Gdy korzysta z komputera nosi okulary, tak na wszelki wypadek. Czasami zakłada je też na wycieczki poza gabinet, kiedy ma ochotę poudawać informatyka. W ramach wyjaśnień – to kwestia jego poczucia humoru;
    • Przez pierwsze dwa miesiące bycia w Czerwonej Bramie nie miał pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, ale dobrze to ukrywał;
    • Nie lubi mięsa przyrządzonego inaczej niż krwiście;
    • Kolekcjonuje klucze. Po prostu, takie hobby;
    • Nie cierpi na brak gotówki nie tylko dlatego, ze umie zarządzać pieniędzmi. Poza tym działa dorywczo jako pośrednik w handlu kradzionymi antykami;
    • Z nikomu nieznanych powodów lubi ośmiornice, ma nawet jedną w sporym akwarium, którą nazwał Lewiatan;
    • Zdecydowaną większość dokumentów wypełnia ręcznie, ot, takie zboczenie. Po komputer sięga tylko wtedy, gdy wymagane jest kilka kopii dokumentów;
    • Nie pali, nie pije, nie ćpa, ale lubi patrzeć jak inni zatracają się w używkach. Szczególnie podobają mu się osoby palące;

    Historia:
      Co tu dużo mówić? Naama od początku był spisany na straty. Jako anioł rozpusty nie miał miejsca w Niebie, nawet jeśli został stworzony bezz Boga dokładnie tak samo, jak wszyscy inni skrzydlaci. Szukając sobie miejsca spotkał świeżo wygnaną z Raju Lilith i od tego czasu trzymał się krańca jej spódnicy jak zagubione w centrum handlowym dziecko, ani razu nie kwestionując tego, że żyli, jakby nie patrząc, w grzechu. W końcu nie został wygnany, nie stracił swoich skarłowaciałych skrzydeł i ani razu nie został nazwany upadłym, więc widocznie to miał robić. Najwidoczniej taki był jego cel. I nagle wszystkie jego wątpliwości i pytania zniknęły. Po prostu dostał od Boga możliwość poznania takiego życia. To nie jego wina.Sam nie zauważył, kiedy dłużące się lata zaczęły zmieniać się w wieki. Owszem, ludzkość się rozwijała, ale w głębi serca ludzie pozostali tacy sami. W równym stopniu go to nudziło i uspokajało, w końcu nie musiał się bać tego, że pewnego dnia obudzi się nie wiedząc na czym stoi. Nawet jeśli pozostali by się od niego odwrócili, on mógł jak gdyby nigdy nic zejść na ziemię i robić swoje. Owszem, był nieczuły, oschły i cyniczny, miał nawet epizody, w których był skończonym mizantropem i nawet pośrednio przyczynił się do śmierci więcej niż kilku istnień.A mimo to nie upadł.To było dla niego ostateczną oznaką zezwolenia na wszystko. Dopóki napędzał w innych rządze mógł robić wszystko, co mu się żywnie podobało, w przeciwieństwie do wielu innych aniołów. Był specjalny, był wybrańcem, kimś, kogo Bóg obdarzył własną wolą bez kary za grzechy, a on nie miał zamiaru tego daru zmarnować. To właśnie wtedy zaczął się stawać coraz bardziej wyniosły i bezczelny, aż w końcu inni zaczęli go omijać mówiąc, że wydaje się dziwacznie pusty. Nie przeszkadzało mu to, w końcu i tak wracali. Jego odrażająca aura stała się kolejnym wabikiem, jak ostry zapach gnijącego mięsa egzotycznych kwiatów kuszący owady. Oni z jakiegoś powodu chcieli coraz więcej, chociaż Naama widział w ich oczach, że budzi w nich obrzydzenie. Ale jakie to było ekscytujące! Lata mijały, a on wciąż był pełnoprawnym aniołem. Nieważne co robił, Bóg nie miał mu tego za złe.Wtedy pojawiła się Brama. Nagle. Nawet jej nie szukał, po prostu usłyszał o jej istnieniu i chciał to sprawdzić. W końcu piekło było jedynym miejscem, w którym nie mógł być, a nic nie kusi tak, jak zakazany owoc. Organizacja oczywiście była przepełniona demonami, nie żeby go to specjalnie zaskakiwało. Za to wśród niewolników często natykał się na imiona, które brzmiały znajomo, później tylko oglądał walki i prawie czuł się winny, gdy dreszcze ekscytacji przebiegały mu po plecach, gdy czyjeś skrzydło lądowało pod ścianą w kałuży krwi i zaczynało gnić. W tych czasach już nie miał zwyczaju mówienia bez potrzeby, ale też nigdy nie mógł odmówić sobie cichego naśmiewania się z tych, którzy przechodzili z rąk do rąk między Czerwonymi.Oni też nie byli karani, ale to nie szkodzi. On był specjalny, to jemu Bóg pozwolił robić co chce. I robił.



Chaos

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadir van Hellem
Administrator
Lider Czerwonej Bramy
avatar

Liczba postów : 55

PisanieTemat: Re: Angel of Small Death   Pon Paź 27, 2014 12:02 pm

Zaakceptowano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Angel of Small Death
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» My Otaku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czerwona Brama :: Postaci :: Karty postaci-
Skocz do: