IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rupieciarnia Odina.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Rupieciarnia Odina.   Sro Paź 29, 2014 8:21 pm




________________________________________


Podobno mówi się, że zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu i faktycznie  musi coś w tym być. Mieszkanie Odina Torrensa należało do tych mieszkań, w których panował bałagan i artystyczny nieład. Artystyczny, gdyż wszędzie, gdzie by się nie spojrzało dostrzec można było różnego rodzaju pędzle, farby, płótna, nożyki i inne przybory, które młody chłopak wykorzystywał do urzeczywistnienia wszelkich swoich artystycznych fantazji.   Ten dzień nie różnił się niczym szczególnym od pozostałych. Płomiennowłosy zwlekł swoje półżywe truchło z łóżka dopiero koło ósmej robiąc sobie porannej kawy i  pozbawiając się śmietanki do niej, która swoją drogą dawno straciła datę ważności. Nawet świecąca pustakami lodówka dawała echem o sobie znać, że w końcu najwyższa pora zaopatrzyć się w zapasy, które pomogą przetrwać chociażby z kilka dni.  Oczywiście młody artysta wszelkie przyziemne rzeczy przyjął do wiadomości, jednak nieszczególnie się nimi przejmując. Burczący brzuch również nie przemówił mu do rozsądku, kiedy sadzał swoje cztery litery przed płótnem i z uporem maniaka wpatrywał się w nie, jak gdyby miał wpaść na genialny pomysł, który pozwoli mu zarobić krocie i w końcu opłacić zaległy czynsz. Marzenia ściętej głowy. Migające światło tydzień temu  nad głową było pierwszym znakiem, że dozorca zaczyna się niecierpliwić i naprawdę przestaje żartować. Odin musiał na chwilę przestać myśleć o czymś, co jego zdaniem było najważniejsze – czyli malowaniu – i zająć się sprawami materialnymi, bez których ani rusz żyć i tworzyć. Niestety. Sterta ofert na nowe koszulki sama się nie przejrzy. Zmagał się z wielką niechęcią jaką posiadał do tych wszystkich zleceń, mając w sobie coraz mniej zapału by swoje pomysły sprzedawać do celów komercyjnych. Sprawdził na laptopie faktyczny stan swojego konta, a pokazujące się liczby na minusie pomogły mu w końcu podjąć rozsądną decyzję. Oferty były niezłe, zapewne lepsze niż te sprzed miesiąca. Mógł dostać nieco więcej niż liczył, opłaciłby wszystko i nawet starczyłoby mu na jakieś zupki w proszku i makaron. Tak, makaron z sosem z tyki był rarytasem. No czasem królowała pizza, ale to sporadycznie, gdyż każde zaskórniaki wolał wydać na nowe akcesoria bądź farby. Sztuka ponad wszystko, nawet własny żołądek. Na skraju załamania nerwowego tworzył najlepsze obrazy, które bądź co bądź nikomu nie pokazywał. No, może poza paroma mecenasami sztuki, którzy szybko opuścili próg skromnego i zrujnowanego mieszkania Odina, tak szybko jak się w nim pojawili.  Nikt nie miał prawa ingerować w jego prace, a tym bardziej w jego styl życia i bycia. Pożegnali się w bardzo chłodnych warunkach, które obeszły  hybrydę tyle co zeszłoroczny śnieg.
Dumanie przed pustym płótnem i siorbanie co jakiś czas kawy na nic się zdało. Zirytowany przeklął pod nosem. Nie miał weny. Potrzebował natchnienia, potrzebował rozbudzić wszystko swoje najgorsze szajby, aby stworzyć coś co poprawi jego paskudny nastrój. Stanął przy oknie obserwując snujących się ludzi po drugiej stronie ulicy. Wyglądali na zmęczonych i sennych. Niczym on. Podkrążone i przekrwione oczy, blada cera, skrajnie przybity. W środku szalał mimo iż na zewnątrz nie było tego widać. Lekkie przygryzanie dolnej wargi i zamyślenie wpędziło go w dziwny stan. Stan refleksji. A te działają na niego bardzo dobrze. W mgnieniu oka znalazł się przy płótnie, łapiąc za pędzel. Szał i zaangażowanie. Nagłe rozpromienienie i w miarę lepsza kondycja fizyczna niż przedtem. Niby nic, a różnice widać było gołym okiem, zwłaszcza dla osobników, którzy nazbyt dobrze go znali bądź uważnie obserwowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Czw Paź 30, 2014 5:03 pm

O ile mecenasi sztuki należeli do osób o kiepskiej wytrzymałości w kwestiach obchodzenia się z czymkolwiek, co nie było mieszanką farb na płótnie, ewentualnie nie było zbudowane ze starych puszek i nazwane "Niepewność Bytu", to w mieście był przynajmniej jeden osobnik, którego zachowanie Odina nie zrażało. Swoją drogą wyżej wspomniany szedł właśnie przez ulicę za nic mając oburzony klakson wściekłej matki (która miała wystarczająco dużo roboty z panowaniem nad swoim rozwrzeszczanym na tylnym siedzeniu dzieckiem, by przejmować się przypadkowym przechodniem płci nieznanej, a niech go szlag trafi, jeśli to kobieta, bo ten płaszcz był zdecydowanie markowy). Anioł był w tej chwili bardziej zainteresowany tym, co aktualnie porabia głodujący da Vinci i czy przypadkiem nie przeszkodzi mu w pracy. W końcu byli "przyjaciółmi", jak to określały miejskie normy społeczne osoby, które spotkały się więcej niż jeden raz i z obu konfrontacji wyszły ze wszystkimi kończynami, a nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby przerwał tok myślowy hybrydy, który niechybnie sprowadziłby na ten padół łez kolejny, całkiem niezły obraz.
Chociaż, szczerze mówiąc - nic by nie poprawiłoby mu humoru jak frustracja chłopaka. A te obrazy... Widywał w swoim życiu lepsze. Ale o tym ani słowa, w końcu trzeba trzymać pozory i świecić przykładem, jak na boskiego posłannika przystało.
Virida z radosnych wizualizacji kolejnych poziomów Odinowej frustracji oderwał nie widok znajomych drzwi, jak nakazywałyby zasady filmów i "och mój, jak ja się tutaj dostałem? Głupiutki ja, w ogóle nie myślałem gdzie idę, czyżbym był zakochany?", a krzywy, wyślizgany stopień, który okazał się nieco krótszy od pozostałych i o mały włos nie przyczynił się zabicia całkiem zabytkowego skrzydlatego. Zamiast tego blondyn potknął się niezgrabnie i w ostatnim momencie zacisnął kurczowo palce na poręczy modląc się, żeby nie wylał sobie kawy na nowe spodnie. Na szczęście płyn grzecznie tkwił w tekturowym kubku, a ten z kolei bujał się nieznacznie w papierowej torebce. Szybkie policzenie do dziesięciu, głęboki oddech, poprawienie grzywki i Virid już był gotowy do wznowienia podróży - tym razem zdecydowanie ostrożniej.
W końcu jego oczom okazały się drzwi do śmieciarni (czy tam rupieciarni, atelier, jaskini, czy jak sam zainteresowany lubił to nazywać) artysty, a ostry zapach farby był wyczuwalny już tutaj, co wcale nie cieszyło gościa. Nie to, że nie lubił atmosfery, którą ta woń kreowała, po prostu...
Westchnął ciężko i poruszył nerwowo jednym skrzydłem. Już wiedział, że skończy z migreną, a przynajmniej brakiem apetytu. Ale czego się nie robi dla rozrywki, szczególnie w rzadkie dni wolne, kiedy to nie trzeba ślęczeć długich godzin nad rozliczeniami, bo banda niedouczonych demonów uznała, że trzeba zakupić nową porcję broni do walk niewolników, chociaż poprzednie zamówienie nie zdążyło jeszcze dojść do siedziby organizacji. A kto ma znaleźć na to pieniądze? Oczywiście on. I to, że nie dawał tego po sobie poznać wcale nie znaczyło, że nie chce im załatwić sądu ostatecznego, o nie. On po prostu był na tyle kulturalny, że milczał i wykonywał swoją pracę.
Poza tym kłótnie z demonami, które jeszcze nie miały okazji się wyszumieć? Straciłby cenny czas i odszedł z kwitkiem. Pewnie jeszcze źle wypełnionym.
Virid wywrócił mentalnie oczami wyciągając przed siebie foliową torebkę z dwoma pudełkami oznaczonych sporym rysunkiem czerwonego kurczaka (będącym logiem niewielkiej knajpki z chińszczyzną na wynos przecznicę stąd) tak, że ten znajdował się idealnie na wysokości wizjera i jak gdyby nigdy nic nacisnął na dzwonek. I nie zamierzał go puszczać, zanim Odin by go nie wpuścił. On miał czas, a elektryczny pisk sygnału był na swój sposób terapeutyczny po tej stronie drzwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Czw Paź 30, 2014 8:05 pm

Szał, bałagan i zapach farb unoszący się w powietrzu, to panowało w mieszkaniu młodego artysty i nie liczyło się nic poza tym co właśnie tworzyło się na płótnie. Pociągnięcia pędzla i skupienie malarza. Dopiero natarczywy dzwonek do drzwi ostudził jego nagły zapał, który nie tak dawno temu próbował maksymalnie rozbudzić. Zirytowany do granic możliwości, że ktoś przerywa mu podczas tworzenia cisnął pędzel na parapet okna, wbijając rozłoszczone spojrzenie w drzwi wejściowe. Gdyby potrafił zabijać wzrokiem zabytkowy anioł dawno przypominałby opalonego kurczaka, ale na szczęście nie posiadał super mocy dzięki, którym mógł się wyżywać na winnych za zło tego świata istotach, uważających się za nadludzi. Niech spłoną w Piekle. Chociaż nie, tam pewnie byłoby im zbyt wygodnie. Zmęczony własnymi myślami, wypuścił głośno powietrze z ust mając nadzieję, że natrętny gość pójdzie sobie im dłużej on będzie zwlekać z otwarciem drzwi. Lecz dzwonek nieprzerywanie dzwonił, a on czuł pulsujący ból w skroniach zapowiadający kolejny ból głowy. Podszedł do drzwi zerkając przez wizjer, w którym dojrzał tylko znajomego czerwonego kurczaka, który był logiem pobliskiej knajpki. Jedzenie przyszło. Doskonale wiedział co za poczwara czai się za pudełeczkiem ze smakołykami, a on zadawał sobie pytanie na ile ma dziś w sobie siły, aby nie wypchnąć go przez okno i stanąć twarzą w twarz z upierdliwym jegomościem. Burczący żołądek wygrał z zbyt wielka dumą. Wytarł ubrudzone od farb dłonie w koszulkę i spodnie, a następnie przytrzymując go dłużej pod drzwiami, uchylił je.
- Czego chcesz? Pracuje – rzucił niezbyt uprzejmie, jednak Virid już dawno mógł się przyzwyczaić do protekcjonalnego tonu głosu, który towarzyszył hybrydzie przy każdym spotkaniu z sekretarzem Czerwonych. Nie zerknął nawet na pudełko, z którego wydobywał się przyjemny zapach jedzenia. Za nic w świecie nie przyznałby się, że nie miał nic normalnego w ustach od kilku dni, a jedyne pożywienia na jakie sobie pozwalał to ryż z cukrem. O ile teraz nawet brakowało mu cukru w domu, tak suchy i zimny ryż nadal stał na talerzyku w kuchni, czekając na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony młodego Torrensa.
Długo trzymał Virida w progu, jednak widząc, że ten nie zamierza odejść – co swoją droga, było bardzo frustrujące zwłaszcza wtedy, kiedy on malował – odszedł od drzwi, zostawiając je otwarte. Tak w razie, gdyby ten miał ochotę wejść, albo postawić jedzenie na komodzie przy lustrze i sobie pójść. W dobroczynność tej podłej mendy nie wierzył, dlatego też wrócił do stelażu siadając na stołku.
- Co cię naszło na przyniesienie jedzenia? Dostałeś wypłatę? – zakpił, zerkając ukradkiem przez ramię, sprawdzając czy nieproszony gość wtargnął do jego czterech ścian, w które dawno temu wżarł się zapach farby. Wrócił wzrokiem do ważniejszych czynności niż dbanie o gościa we własnym mieszkaniu. Chwycił za pędzel skupiając całą swoją uwagę na swym nowym dziele sztuki. Gdzieś w kącie na stole stała niedokończona rzeźba z gliny, która najwidoczniej nie spodobała się w czymś jej twórcy. Chwila ciszy, zadumania. Nie potrafił. Odszedł do okna, otwierając je i wpuszczając powietrza do środka. Powiew wiatru uderzył chłopaka w twarz, przypominając mu, że jest istotą na wpół ludzką i wbrew pozorom żyję, o czym często zapominał zamykając się w rupieciarni. Na jego nieszczęście osobą, która mu o tym przypominała był uporczywy chłopak, który wracał do jego mieszkania niczym bumerang. Upierdliwy i wytrwały. Takich nie znosił najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Nie Lis 02, 2014 7:36 pm

- Inaczej bym to nazwał - Odpowiedział spokojnie, jakby stwierdzał, że rzeczywiście, nachmurzenie w ostatnich dniach jest nie do zniesienia i pozostał w bezruchu czekając, aż Odin go wpuści. Zdawał sobie sprawę z tego, jak wygląda jego sytuacja finansowa i priorytety, więc domyślił się, że nie zrezygnuje z ciepłego posiłku, nawet jeśli ten był tanim kurczakiem w cieście i ostrym sosie nieznanego składu. I wiązał się z towarzystwem anioła, który powoli zaczynał wątpić w to, że osoba, którą postanowił odwiedzić była odporna na referencje do subkultury jak ślepy niedźwiedź polarny.
W końcu przepuszczony za próg zamknął za sobą drzwi z cichym szczęknięciem zamka i ruszył w stronę kuchni, jakby był u siebie. Całkowicie ignorując jego pytanie postawił tekturowe pudełka na blacie w kuchni i szybko rozłożył je tak, że zmieniły się w całkiem spore, tekturowe talerze.
- Może po prostu jestem miły? - Rzucił przez ramię z czarującym uśmiechem, szukając po szufladach czegoś, co mogłoby posłużyć za widelec, a gdy w końcu jeden wpadł mu w ręce (Odin może sobie sam poradzić, nie jest trzyletnim dzieckiem), wrócił z oboma daniami i wciąż parujące postawił na niskim stole. Kurczak w cieście na ostro dla niewdzięcznika i ryż z warzywami dla niego. Jadał lepsze rzeczy w lepszym towarzystwie, ale raz się żyje. Nawet jeśli długo.
- Zamknij okno kochanie i wróć na miejsce. Poza tym, - Tu puknął jaskrawo pomalowanym paznokciem najpierw w ciemne okulary, a później w wiszące mu na szyi perły, - Śniadanie u Tiffaniego. Nie wierzę, że tego nie wychwyciłeś... - Oparł łokieć na stole, wbijając widelec w swój ryż. Oczywiście rozgotowany i przemoczony, jak w każdej ulicznej budce z kuchnią podobno chińską, ale i to potrafił docenić, o ile wypełniało to jego żołądek.
Powoli jedząc, nawet na chwilę nie spuścił spojrzenia z czerwonowłosego, w myślach zastanawiając się, co powinien zrobić z tak pięknie rozpoczętą wizytą. Nie oberwał drzwiami, jeszcze nie został wybluzgany - Odin mógł mieć albo bardzo dobry dzień, albo bardzo zły tydzień.
- Wyglądasz na zmęczonego, wiesz? - Przechylił nieco głowę na bok i zaczesał kilka niesfornych kosmyków jasnych włosów za ucho. Nie ma co się śpieszyć, na wszystko jest czas, a na zimno chińszczyzna nie jest już dobra.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Nie Lis 02, 2014 8:51 pm

Stał przy otwartym oknie nijak mając się do poleceń sekretarza. Naprawdę miał głęboko w poważaniu czy ten go odwiedził czy nie. Od zawsze wiadomym było, że Odin należał do osób mało towarzyskich, które jakoś specjalnie nie zachwycały się obecnością drugiej, żywej osoby w tym samym pomieszczeniu co on. Niestety los chciał, że anioł musiał przytaszczyć swój chudy tyłek pod drzwi cholernie niewdzięcznego artysty, który w tym momencie przeżywał prawdziwy kryzys egzystencjalny. Wypalone obrazy, stojące w rogu pokoju coś o tym wiedziały. Całą swoją frustrację i gniew wyładował właśnie na nich, uważając je za kolejną pomyłkę.
- Miły? – zapytał głucho z nutką ironii w głosie. Czy ten bezczelny anioł naprawdę uważał, że da się nabrać na takie farmazony? Znali się nie od dziś i już na samym początku znajomości wiedział, że sekretarz nie robił niczego bez powodu. W każdym jego działaniu Odin doszukiwał się fałszu i prawdziwych, ukrytych zamiarów. Z trudem musiał przyznać, że dzisiejszy podstęp mu wyszedł. Nawet jeśli miał on wygląd taniego żarcia z podrzędnej knajpki. Bez słowa odsunął się od okna, zostawiając je otwarte. Puścił mimo uszu pieszczotliwe określenie, które swoją drogą doprowadzało go do szału. Jednak nie pokazał tego po sobie. Siadł naprzeciw tej wiecznie knującej paskudy, wygrzebując spomiędzy stert kartek jakiś widelec. Wyglądał na czysty. Bez większego namysłu i podejrzliwości, zaczął jeść. Dopiero teraz uraczył go spojrzeniem dostrzegając ciemne okulary, perły i na jasno pomalowane paznokcie. Co z nim było nie tak.
- Jak ty wyglądasz – skomentował niedelikatnie, przeżuwając kęs kurczaka w cieście. - I śniadanie u kogo? Znowu coś dennego oglądałeś? – rzucił, widelcem nagle atakując talerz z ryżem należący do Virida. Dla Odina to nie był żaden problem. Zwłaszcza, że anioł przebywał u niego na tyle często, że w końcu podjadanie z jego talerza przestało mu przeszkadzać. Jak na razie. Zignorował po raz drugi tego dnia wypowiedź blondyna i całkowicie zajął się jedzeniem swojej chińszczyzny. Nie miał ochoty na rozmowy. Zresztą, jak nigdy. Zmęczenie dawało mu się we znaki od dobrych dwóch tygodni, kiedy po nieprzespanych, czasem bezsennych nocach czując na twarzy kapanie wody z sufitu rozmyślał o wszystkim, o czym dawno powinien zapomnieć.
- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał dla świętego spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Sro Lis 05, 2014 10:03 am

Naprawdę tak uważał. I poczuł się nawet nieco urażony tym, ze ledwie hybryda miała czelność poddawać jego dobrą wolę pod wątpliwość. Na miłość pańską, był aniołem, dlaczego nikt mu nie wierzył, kiedy robił dobre rzeczy, jak chociażby ratowanie dzieciaków od śmierci głodowej?
Ach, racja - od dłuższego czasu nie robił tego bez ukrytego motywu.
Mimo wszystko takie oskarżenie, nawet jeśli nigdy niewypowiedziane, a jedynie przekazywane w mało przychylnych spojrzeniach, były krzywdzące i gdyby tylko Virid miał ochotę, mógłby pociągnąć za kilka sznurków i w ciągu kilku dni oglądać niewdzięcznika na arenie dla niewolników w podziemiach organizacji. Ale nie nie zrobił tego. Bo był miły. Koniec dyskusji.
- W przeciwieństwie do ciebie jak ktoś, kto nie przymiera głodem w zapuszczonym śmietniku - Odpowiedział zaskakująco neutralnym tonem, przyglądając się zza ciemnych szkieł poczynaniom artysty, którego kiepskiego gustu co do filmów nie miał zamiaru komentować. Jedynie zanotował w pamięci, żeby następnym razem przynieść mu kilka płyt w celach edukacyjnych.
Nawet nie drgnął, gdy obcy widelec naruszył nietykalność jego tekturowego talerza, po czym powoli podsunął ryż w kierunku Odina. I tak nie był głodny, a drugiemu odrobina warzyw - nawet przetworzonych w sposób, którego wolał nie zgłębiać przez szacunek do swojego żołądka, który mógłby nie przeżyć prawdy - na pewno nie zaszkodzi. przynajmniej w domyśle.
- Dobra wola, już ci mówiłem - Wymruczał powoli z cieniem uśmiechu czającym się w kącikach wąskich warg. Powoli zdjął okulary i schował je do eleganckiego, czarnego etui, które szybko zniknęło w otchłani małego plecaka, który wisiał mu na plecach. Spojrzenie nienalatanie rozmytych źrenic leniwie prześlizgnęło się po zniszczonych obrazach stojących w rogu pomieszczenia, po czym wbiło się w oczy hybrydy z niemalże bezczelnym brakiem skrępowania.
- Zastanawiałem się, czy nie chciałbyś trochę zarobić, ale patrząc po stanie tej nory odmowa nie będzie ci na rękę... - Migdałowe oczy zwężyły się nieprzyjemnie, gdy na twarzy anioła pojawił się chłodny uśmiech kota z Cheschire, - Teraz pytanie brzmi ile jesteś w stanie sprzedać

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Sro Lis 05, 2014 9:10 pm

Podejrzliwość względem tego osobnika była wręcz wskazana. Zawsze gdzieś za tłem niesienia pomocy kryła się prawdziwa, zachłanna twarz anioła, który mimo względnej uprzejmości potrafił być prawdziwym wrzodem na tyłku. Odin najlepiej się o tym przekonał, kiedy pewnego dnia ten intruz wtargnął do jego życia, zadomawiając się w nim, niczym karaluch i za nic w świecie nie chcąc go opuścić po dziś dzień.  Na nic się zdały wszelkie środki owadobójcze, które tylko na chwilę osłabiały go, otumaniały i nawet, kiedy mając ostatni cień nadziei, że ten w końcu odpuści, wracał o własnych siłach udając jakby nigdy nic się nie stało.
-  Wcale nie przymieram głodem. Chociaż wolę już to, niż nosić perły. Zniewieściałeś – mruknął w jego stronę, widocznie poirytowany wcześniejszym komentarzem kompana, gdyż wcale nie uważał, że wygląda jakoś szczególnie źle. Faktycznie, lekkie sińce pod oczami i blada cera, były efektem braku świeżego powietrza, którego teraz najbardziej potrzebował wraz ze wszelkimi wartościami odżywczymi. Bez większych oporów przyjął tekturowy talerzyk, wyjadając najpierw to, co najmniej mu smakowało by na końcu zostawić ulubione warzywa. Nie miał zielonego pojęcia, że znajduje się pod czujnym okiem anioła, który przecież nie pojawił się przypadkiem w jego życiu i domu. W jego wizytach zawsze krył się cel. Wielu śmiertelników mogłoby to nazwać przyjaźnią, lecz dla hybrydy ów słowo było tak samo abstrakcyjne, jak troska Virida, która w końcu pokazała swoje prawdziwe oblicze. Obrazy, och. Mógł się domyślić, że podstępna gadzina tylko czyha na to, co dla niego było najcenniejsze. W końcu tajemnicą żadną nie było, że  anioł interesował się sferą materialną płynącą z utrzymywania względnie poprawnych stosunków z artystą niż emocjonalną.
-  Moja nora jest całkiem przytulna. Mam tutaj dużo miejsca. – A grzyba, którego niedawno się pozbył chyba dorzucono mu gratis do tego jakże drogiego apartamentu. Kogo on oszukiwał, potrzebował pieniędzy w trybie natychmiastowym, gdyż przecież sam porywał się na znalezienie jakiś godnych zleceń, a teraz okazja wpadała mu w ręce. Nawet jeśli nieprzychylnie był to podstępny anioł, który chyba wyczekiwał podobnego momentu.
- Moje pytanie brzmi dla kogo je chcesz? – Przywiązanie do obrazów było najgorszą pułapką dla artysty. Nie zamierzał ich sprzedawać byle komu, amatorowi. Musiał mieć pewność, że trafią w odpowiednie ręce, gdzieś gdzie ich geniusz zostanie doceniony. Miał nadzieję, że Virid był na tyle trzeźwym realistą, aby zdawać sobie sprawę z podobnych komplikacji podczas transakcji. Sam Odin również miał świadomość swojej nędznej sytuacji, w której nie mógł zbyt wybrzydzać.
- Ile chcesz? – rzucił z przekąsem, odsuwając od siebie talerz z niedojedzonymi warzywami.  Nagle przestały mu smakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Pon Lis 10, 2014 8:28 pm

- Mówisz to, jakbyś mnie nie znał - Anioł zachichotał cicho i pogładził delikatnie sznur pereł. Fakt, w jego głowie pojawiła się przez chwilę myśl, że Odin zrobiłby się dużo milszy i cichszy, gdyby te zamiast na szyi Virida znalazły się w hybrydowym gardle, ale szybko zamiótł myśl pod mentalny dywan. Nie znali się jeszcze tak dobrze, no i nie wiedział, czy chłopaka kręciłoby go tak samo, jak jego.
Czasami miał wrażenie, że w ogóle nie mieli wspólnych zainteresowań.
- Yhm... - Mruknął cicho, wymownie błądząc spojrzeniem po wszechobecnym bałaganie. Wiele razy zadawał sobie pytanie, jakim cudem Odin jeszcze nie spalił tej rudery i nie ruszył na poszukiwania czegoś, co mniej przypominałoby celę, w której spędza się czas za karę, ale nigdy nie znalazł na to odpowiedzi. Najbardziej sensowne wydawało mu się stwierdzenie, że rupieciarnia przypomina mu dom lat dziecinnych. W końcu ani dzielnica, ani kolor ścian nie powinny wpływać na jego twórczość, ale nikt, kto umarł z głodu i skażenia niefiltrowaną wodą z kranu nie stworzył nigdy niczego, wartego zapamiętania i Virid był pewny, że znalazł by na to papiery.
-Pytanie, na które nie potrzebujesz odpowiedzi. Sprawa jest jednak cokolwiek paląca... - Odpowiedź anioła była szybka, chłodna i rzeczowa. To był ton, którego używał w pracy, gdzie nie liczyło się to, czy danego petenta darzy sympatią, czy też ma ochotę wyrzucić go z balkonu na dziesiątym piętrze, gdy tylko znajdują się w jednym pokoju. Teraz chodziło o biznes, a pieniędzy i uczuć nigdy nie powinno się mieszać. Nauczyło go tego życie i wiele palących ran w sercu i portfelu, z którymi musiał nauczyć się żyć. I choć Virid zdawał sobie sprawę z tego, ze Odin to typ romantyka gotowego umrzeć za swoją sztukę, to miał nadzieję, że szybko zrozumie swoją sytuację. Skrzydlaty naprawdę nie chciał używać swojego autorytetu jako jedna z ważniejszych osób w grupie przewodzącej miastem, ale nie miał zamiaru podpadać tym samym osobom, gdy transakcja nie wypali. W końcu chodziło o prywatne zamówienie członka Czerwonej Bramy, ale przez wzgląd na to, co wspomniany jegomość zazwyczaj robił ze wszystkimi zamawianymi przez siebie dekoracjami, sekretarz postanowił przemilczeć to i owo. Szczerze wątpił w to, że Odin sprzedałby mu chociażby narysowanego na skrawku serwetki słonia od tyłu, gdyby wiedział, że zostanie on złożony w jakiejś wysublimowanej, całopalnej ofierze komuś, kogo i hybryda, i anioł raczej nie chcieli poznawać. No i mimo wszystko coś tam mu podpowiedział, więc nie zataił informacji w stu procentach, oskarżony jest niewinny, Wysoki Sądzie.
- Sześć sztuk. Tematyka dowolna - Wymruczał już spokojnie, po czym westchnął cicho i nadział kawałek gotowanego pędu bambusa na widelec, po czym nachylił sie nieco przez stół i oparł warzywo na dolnej wardze artysty.
- Powiedz aaa... Warzywa są zdrowe, a potrzebujesz dużo witamin, żeby wykonać zlecenie i nie ryzykować swojej konstytucyjnej nietykalności...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Sro Lis 12, 2014 9:18 pm

Może faktycznie go nie znał. Nie interesował się nigdy nikim, dopóki nie zaszła taka potrzeba. Często traktował Virida, jak powietrze zapominając o tym, że nadal znajduje się w jego ruinie i coś brzęczy mu nad uchem. Często bywał nieobecny, błądził myślami daleko, które pchały go w stronę sztuki. Rozchwiany emocjonalnie potrafił stworzyć niesamowite, psychodeliczne dzieła, które jednocześnie wzbudzały podziw, jak również lęk.
-  Nie zapominaj, że to ty chcesz kupić obrazy, nie ja – rzucił niechętnie, jakby jego długi i pusta lodówka nie były niczym szczególnym. Przyziemne rzeczy były tak cholernie ludzkie. Często starał się o tym zapomnieć, sprawdzając swoje ciało i możliwości bycia mieszanka wybuchową. Tym razem testował cierpliwość i determinację upierdliwego jegomościa. Lecz w mgnieniu oka sprawy przybrały całkiem inny obrót. Odin wyglądał, jakby nagle się rozmyślił i stracił zainteresowanie prowadzoną wcześniej rozmową. Zaczął się bawić jedzeniem, grzebiąc w nim widelcem ukazując tym samym, jak bardzo potrafi być niewdzięczny. Rzadko, kto znosił podobne humory. Virid, jak na razie okazywał się weteranem, który dzielnie trzymał wartę. To w nim, na swój sposób, lubił rudzielec. Z jego obserwacji wynikało, że w dzisiejszych czasach ludzie szybko tracą zainteresowanie, nudzą się i rezygnują – dla niego nie było nic bardziej beznadziejnego, jak wymienione wyżej rzeczy.
Nie zareagował, kiedy rozgotowany bambus dotykał jego ust. Znowu zamyślił się, milcząc chwilę, aż w końcu biorąc w usta miałkie warzywko.
- Podobno pan Cho, będzie otwierał knajpę gdzieś w centrum miasta, wiedziałeś? – zapytał całkowicie odbiegając od tematu. Kompletny ignorant. Dupek nie szanujący czyjeś dobrej woli. Wsparł policzek na dłoni, nie spoglądając na anioła kreśli widelcem fikuśne obrazki z resztek jedzenia. Ponownie zamilknął. Ponownie wydawał się nieobecny. Niech go szlak.
- Zaczyna mnie irytować fakt, że mi grozisz – powiedział. -  Powinienem posłać cię do diabła, chrzanić ciebie, twoje jedzenie, zlecenie i wszystkich tych dupków, dla których pracujesz.  – Podniósł na niego poważny, jednak pełen spokoju wzrok. Trudno tak naprawdę było odczytać jego myśli. Wiecznie niezlokalizowane, utajone. Wstał. Odszedł od stołu podchodząc do okna i wyglądając przez nie. Zbierało się na deszcz. Ludzie uciekali przed wolno spadającymi z nieba kroplami. Tak, jakby byli z cukru. Zabawne. Wydawać się mogło, że chłopak podjął decyzję – jawnie odmówił. Przesuwał wzrokiem po mieszkańcach miasta, wypatrując w nich egzemplarza wyłamującego się z ram przeciętności. Na próżno. Jedynie jeden cudak siedział za nim. Nienawidził go za to.
- Będą gotowe do tygodnia czasu. I nie poganiaj mnie – mruknął, wiedząc, jak bardzo mógł się narazić wszystkim tym ważnym, grubym rybom ze świata, którego nie miał ochoty poznawać. Wystarczy, że jedna kanalia przedarła się do jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Czw Lis 13, 2014 3:31 pm

Chyba, że obserwatorem obrazów był Virid. Wtedy zachwyt i strach zastępowało szczere rozbawienie, a zamiast westchnień i szeptów, z ust anioła wychodziły pytania z serii "po co tutaj ta plama?", albo "ta głowa powinna być pod takim kątem?". Może takie zachowanie było spowodowane jego złośliwością, może świadomością, że widywał takie rzeczy raz na jakiś czas przez tą, cóż, wieczność, którą spędził wędrując sobie spokojnie miedzy Niebem a Ziemią. Może po prostu miał dziwne poczucie humoru.
Co nie byłoby niczym dziwnym, każdy, kto miał wątpliwą przyjemność spędzić z Lilith trochę więcej czasu przechodził transformację, której nie można było odwrócić. I poza bardzo luźnym podejściem do kontaktów fizycznych i rodzicielstwa, zestaw nowych cech zawierał też predyspozycje do niekontrolowanego ataku śmiechu, gdy tylko widziało się gnijące zwłoki.
A Naama nie spędził z nią "trochę więcej" czasu. On praktycznie się na niej wychował i zestarzał.
-Przypomnę ci, że gdy ja chcę od ciebie coś kupić, działam jako reprezentant Bramy... - Anioł ściszył nieco głos i oparł brodę na knykciach dłoni, która aktualnie nie zaczynała coraz mocniej naciskać plastikowym widelcem na wargę artysty. Zazwyczaj, gdy używał tego spokojnego tonu, niewiele różniącego się od rozluźnionego szeptu, był bliski wściekłości. Zazwyczaj.
Teraz jednak nazwał by swój nastrój delikatną irytacją, a to, że przy odpowiedniej ilości czasu nawet najbardziej oporny uczeń nauczy się perfekcyjnie kłamać, było zupełnie inną sprawą.
Kolejne słowa Odina całkowicie zignorował, jedynie wykorzystując okazję do tego, żeby wepchnąć mu warzywo do ust. Nie lubił porzucać czynności, które już zaczął, a próbę udławienia chłopaka zawsze mógł wytłumaczyć jako przykry wypadek podczas romantycznego karmienia się nawzajem. Sytuacja byłaby bardziej skomplikowana, gdyby w gardle malarza znaleźli perły. A szczerze mówiąc anioł jeszcze całkowicie nie zrezygnował z tego pomysłu, chociaż pilnował się, żeby nie wyszedł poza ramy przyjemnej, rozluźniającej wizji gdzieś na tyłach świadomości. W końcu byli "przyjaciółmi", prawda?
- Dopiero teraz? - Usta Virida drgnęły w lekkim uśmiechu, który nie dosięgnął mętnych, złotych oczu. Grozić? On dopiero mógł zacząć, a tego Odin raczej nie chciał, skoro tak delikatna sugestia zdążyła go zirytować. Młodzież w tych latach, zero wytrzymałości, naprawdę. Czasami Virid rozumiał ludzi, którzy twierdzili, że młodej generacji przydałaby się wojna. Nic tak nie hartuje człowieka jak świadomość, że może wejść na minę przeciwpancerną podczas drogi do toalety.
Dochodząc do wniosku, że hybryda nie ma zamiaru odwrócić się w jego kierunku, anioł podniósł się na równe nogi i w kilku cichych krokach znalazł się tuż za plecami chłopaka. Bez chociażby chwili zastanowienia objął go w biodrach i przyciągnął do siebie w pewnym uścisku. Ot, przyjacielski gest, a to, że wprawnie wsunął dwa chłodne palce pod jego koszulkę i zaczął pieszczotliwie drapać go po boku, było niczym więcej jak odruchem bezwarunkowym.
-Dziękuję ci w ramach twojego zdrowego rozsądku - Zaszczebiotał mu wprost do ucha, po czym lekko pocałował bok jego szyi, będąc gotowy w każdej chwili odskoczyć, gdyby Odin postanowił się na niego zamachnąć. W końcu nie mógł zapomnieć o tym, że artysta był niewychowanym, nieczułym gburem z niedoborem witamin i zerowym wykształceniem w kwestii popkultury.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Czw Lis 13, 2014 4:23 pm

Odin balansował na granicy wytrzymałości anioła wodząc go za nos i sprawdzając, jak daleko może się posunąć. Zdawał sobie sprawę, że miał więcej przywilejów niż inni, gdyż wbrew pozorom to nie on czegoś wiecznie chciał od sekretarza, to nie on dzwonił, nachodził i bezczelnie obmacywał. Nawet nie wiedział, kiedy zdążył się przyzwyczaić do tych wszystkich natrętnych wizyt, z których wbrew pozorom czerpał wiele korzyści. Chociażby w postaci jedzenia. Jednak nie obraziłby się, gdyby niechcący niezapłacony rachunek za mieszkanie nagle znalazł się w trochę zbyt eleganckim plecaku, który spoczywał na plecach Virida.
- A ja ci przypominam, że mam to gdzieś – rzucił, będąc kompletnie pozbawionym wizji, że wszelkie podobne postawy mogą się dla niego źle skończyć. W końcu byli i tacy, którzy wyżej stali od Virida i dla których zwykły mieszkaniec miasta nie stanowił większego problemu. Zwłaszcza w odnalezieniu. Skoro anioł bez większych przeszkód odnalazł go przez durny szkic na tatuaż dla jednego mężczyzna, to tym bardziej osoba wpływowa. Czasem powinien się ugryźć w język za nim ktoś nie zechce go jego pozbawić.
- Nie lubię, jak ktoś próbuje mnie kupić. – Krople coraz mocniej zaczynały uderzać o ulice, czasem tańcząc na głowach przechodniów, którzy w obawie przed zniszczeniem fryzur używali zgiętych gazet, jako parasoli. Zabawne. Byli, jak mróweczki. Zapatrzony pochylił się, opierając łokciami o parapet otwartego okna, obserwując ludzi niczym zafascynowany światem zwierząt przyrodnik. Na nic mu się zdało podziwianie wdzięcznie przeskakującej antylopy w czerwonych szpilkach, gdyż został stanowczo pociągnięty w tył. Uśmiechnął się pod nosem czując obecność tej paskudy tuż za sobą. Wysłuchał cierpliwie – co dla niego, samo w sobie było wyczynem – by następnie uderzyć anioła z łokcia prosto w brzuch. Dla opamiętania.
- Znasz numer mojego konta – mruknął, odwracając się w jego stronę. Zdecydowanie dystans między nimi był zbyt mały, ale pierwszy raz, jak na złość rudy nie miał zamiaru go zwiększać. Przysunął usta do ucha anioła parząc je oddechem. Palcami przesunął wzdłuż ręki kończąc na dłoni „przyjaciela”, a następnie nisko szepcząc:
- Wiesz, jak dodatni stan mojego konta mnie podnieca. – Odin potrafił być nieprzewidywalny i o ile zawsze nie ukazywał podobnej strony sekretarzowi tym razem pozwolił sobie na uchylenie rąbka tajemnicy, którą lubił serwować tym, których pragnął zaciągnąć do łóżka. Wyminął go, by na odchodnym zaczepnie zahaczyć palcami o szlufki jego spodni. Jemu również coś się należało, chociażby mała nawiązka w postaci droczenia kilkuwiekowej bestii. Nie tylko anioł czerpał specyficzną rozrywkę z obcowania z Odinem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Wto Lis 18, 2014 5:13 pm

Czasami Virid żałował, że jakąś część swojego życia poświecił na dbanie o sprawność fizyczną, ale to nie był jeden z tych dni. Co prawda nie udało mu się całkowicie uniknąć wymierzonego w siebie ciosu, ale zdążył odsunąć się do tyłu na tyle, żeby uderzenie nie było aż tak dotkliwe. Skrzywił się lekko (trzeba trzymać fason, poza tym spodziewał się oporu), ciągle trzymając dłonie na biodrach chłopaka. Nie mocno, ale pewnie.
- Naprawdę uważasz, że znaczysz dla mnie tyle, żebym nauczył się całego numeru? - Przekrzywił lekko głowę na bok, patrząc niewinnie na Odina, podczas gdy ten zdecydowanie zmniejszał dystans między nimi. I szczerze mówiąc to go trochę zaskoczyło, spodziewał się po artyście wiele, ale nie tego, że będzie próbował zgrywać kusicielkę. Tym bardziej po tak ostentacyjnym daniu mu do zrozumienia, że ma głęboko za zwieraczem i to po tej złej stronie.
W sumie... był rozczarowany. Nie to, że nie lubił irracjonalności, po prostu oczekiwał po czerwonowłosym czegoś mniej w stylu niewolników walczących o względy Czerwonych.
Swoją drogą powinien przestać porównywać go do ludzi z organizacji, ale ten kolor włosów...
-Jesteś na haju? - Zapytał nagle, obserwując uważnie wdzięczącego się chłopaka, - Zachowujesz się, jakbyś był na haju.
Nie zdziwiłoby go, gdyby Odin chciał poszerzyć swoje horyzonty tworząc pod wpływem i mógłby tylko siebie przeklinać za dobranie tak świetnego momentu na odwiedziny, ale chciał mieć co do tego pewność. Podszedł do chłopaka i chwycił jego twarz w chłodne dłonie, podnosząc ją do góry tak, żeby mógł dokładnie przyjrzeć się jego źrenicom. Chyba miały normalny rozmiar, ale kto go tam wie? Ostatnio ludzkość nie robiła nić poza wymyślaniem nowych telefonów i nowych narkotyków. To tylko kwestia czasu, aż stworzą telefony, którymi można się naćpać.
-Swoją drogą... - Zaczął powoli, wciąż mocno trzymając jego szczękę pod nienaturalnym kątem, - Czy ja kiedykolwiek widziałem cię z innym stanem konta niż "Panie, pomóż mi, zaraz wyrzucą mnie z domu, jem ten sam, toksyczny ryż od tygodnia i to wszystko dla sztuki"? Skąd w ogóle było cię stać na narkotyki? Mama ci nie mówiła, że sprzedawanie się na ulicy za prochy nie wygląda dobrze w CV? gdzie ty teraz znajdziesz męża? - Zasypał chłopaka lawiną pytań, cały czas patrząc mu głęboko w oczy i... nie mrugając ani razu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Wto Lis 18, 2014 9:07 pm

Uwielbiał rozczarowywać. Zawłaszcza uroczą anielską sekretarkę, którą swoim zachowaniem wprawiał w zniesmaczenie. Ojca również rozczarował. Ten wyraz jego twarzy był tak podobny do tego, który miał przed sobą. Dość zabawny zbieg okoliczności.
Virid zbyt wiele razy przekraczał granice pomiędzy nimi, tym razem sam Odin wyszedł z inicjatywą, na którą nigdy sobie nie pozwalał. Bo, czemu by nie? Aby jaśnie pan nie był urażony, zdziwiony, a może zażenowany?
-  Mam gdzieś ile dla ciebie znaczę. Nigdy mnie to nie interesowało. To ty wdarłeś się do mego życia, ja cię do niego nigdy nie zapraszałem – powiedział  poważnie, patrząc mu w oczy. Potrafił być bardzo okrutny nawet dla tych, którzy robili dla niego tak wiele. Był niewdzięczny, gdyż zawsze wiedział, że anioł czeka na jego potknięcie. Na głupi błąd, który wykorzysta dla własnych celów. Nigdy się nie mylił. Od dnia, w którym przyszło go poznać. Nie łączyło ich nic o czym mogłoby się pisać wiersze i pod wpływem malować obrazy. Łączyła ich jedynie chora, patologiczna i niszcząca nić, która dusiła rudego za każdym razem, kiedy miał możliwość spotkania się z cholerną mendą.
- Nie obrażaj mnie – warknął ostro. Przestał żartować. Granica znowu została przetarta. Dał się mocno złapać za szczękę, jednak bomba zegarowa wewnątrz niego dawno tykała odliczając ku końcowi. Osiem. Tik tak Siedem. Tik tak. Sześć. Tik tak. Pięć.
- Tak jakby ciebie obchodziło moje życie. Nie interesuje cie czy ćpam czy nie, nie oszukujmy się. Ważne, że dostaniesz obrazy. To jest twój priorytet, jasne? – zapytał i zaraz się szarpnął z impetem uderzając wierzchem dłoni w te Viridowe. Poziom złości jaki wzbierał w artyście coraz bardziej rósł, jednak nie zamierzał dawać satysfakcji tej kreaturze. Maska obojętności i spokoju nie odstępowała go ani na krok. Nigdy nie ukazywał swoich prawdziwych emocji, nawet na skraju rozpaczy, o którą nieraz zdarzyło mu się zahaczyć w swoim nędznym życiu.
- Nie schlebiaj sobie, nigdy nie prosiłem cię o pomoc. I nie będę. Jeśli nadal chcesz, aby transakcja była aktualna zamknij swoje porcelanowe usta za nim wepchnę ci w gardło te drogie perły. – Nie odrywał od niego spojrzenie, samemu nawet nie mrugając.
Oni nigdy nie powinni się spotkać. Byli, jak zaraza. Wszczepiali się w organizm, a następnie powoli zabijali.
Minął go bez słowa, siadając na stołku tuż przed pustym płótnem. Związał włosy w luźny warkocz, aby nie przeszkadzały mu, kiedy będzie całkowicie skupiony i poświęcony swojemu zajęciu.
Był zły. Napięty. Lecz dobrze to ukrywał. Nie chciał, aby ktokolwiek do niego mówił, ani tym bardziej go dotykał. W takim stanie był całkowicie beznadziejnym kompanem, gdyż wszelkie próby inicjowania rozmowy spaliłby się na panewce przez brak chęci z jego strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Sob Lis 22, 2014 7:08 pm

Na tym właśnie polegał problem. Zawsze to Virid przekraczał granice, zazwyczaj dla zabawy lub z nudów (wychodził z założenia, że jeśli ma do wyboru spanie z Odinem pod jednym dachem i męczenie go przez kilka godzin, opcja druga była bardziej ekonomiczna), więc nagła, całkowicie absurdalna asertywność hybrydy była czymś, czego się nie do końca spodziewał. Oczywiście, potrafił sobie to jakoś wyjaśnić, w końcu bez tej umiejętności już dawno przestałby obracać się wśród ludzi i poszedł na emeryturę w jakiejś zapomnianej dziurze czwartego Nieba, ale... nie był do końca pewny, czy właśnie jest świadkiem załamania nerwowego, reakcji na używki, czy robaków w mózgu. Wszystkie miały jakąś tam rację bytu, ostatnia w szczególności - Virid wolał nawet nie myśleć o tym, co działo się na poziomie chemicznym z tymi potrawami, które malarz pochłaniał w częściach przez długie tygodnie.
- Nie mów mi, że teraz będziesz udawał męczennika... - Jęknął monotonnie anioł, nagle pozbywając się wszelkich emocji. Był jak kwiat lotosu na niezmąconej najmniejszym ruchem powierzchni jeziora. Bardzo znudzonym kwiatem lotosu, który nie miał nastroju do użerania się z nastoletnim buntem przewrażliwionego malarzyka. Jednakże gdyby Virid miał możliwość czytania w Odinowych myślach, na dobrą sprawę niczemu by nie zaprzeczył. Oczywiście, że tylko czekał na jego potknięcie.
Dokładnie tak samo, jak każda inna osoba w tym mieście.
- Naprawdę będziesz udawał męczennika - Odpowiedział na swoje pytanie, po czym westchnął cicho i lekko pogładził się po krawędzi skrzydła. Dlaczego. Dlaczego chłopak zawsze musiał uderzać w ten ciężki, egzystencjalny ton, gdy się spotykali? Anioł uważał, że jemu by się w końcu znudziło odgrywać księżniczkę na ziarnku grochu i w pewnym sensie podziwiał młodszego, że wciąż znajduje w sobie nowe pokłady dramatyzmu, którymi tak beztrosko rzuca mu w twarz.
Może następnym razem powinien kupić mu plastikowego Oskara? Za idealne wcielenie się w rolę zbuntowanej trzynastolatki?
- Obiecujesz, czy grozisz? - Na jego usta wślizgnął się cień uśmiechu, ale szybko zniknął, gdy malarz odwrócił się do niego plecami. Było kilka rzeczy, których Virid nienawidził. Rozliczeń podatkowych, za ostro przyprawionych potraw i tego, gdy był ostentacyjnie ignorowany przez jedyną osobę w pomieszczeniu.
Czasami zastanawiał się, co sprawiało, że jeszcze nie kazał mu zrobić krzywdy, ale szybko przypominał sobie o jednym, drobnym fakcie - zemsta jest piękną rzeczą. A on od dawna nie miał okazji zaszaleć.
Cierpliwie poczekał, aż Odin przygotuje się do pracy, zaplecie włosy (ależ miał w tej chwili obciąć ten czerwony warkocz), skupi się na płótnie. Spokojnie przeszedł do blatu kuchennego, wyciągając z zapomnianej, papierowej torebki letnią już kawę, wrócił na środek pokoju, pociągnął łyk lurowatego, mdłego płynu (dokładnie taki, jaki lubił), a następnie... beztrosko wylał kawę na przyszły obraz i głowę jego autora.
-Ups? - Zapytał niewinnie, rzucając pusty kubek gdzieś w kąt. Skoro i tak to mieszkanie wyglądało jak śmietnik, równie dobrze mógł je tak traktować. Tym bardziej, że mieszaniec postanowił popsuć mu humor.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Odin

avatar

Liczba postów : 23

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Wto Lis 25, 2014 6:58 pm

Nikt poza Odinem nie miał prawa spać w jego domu. A tym bardziej w łóżku. Spontaniczny seks? Spoko, ale zaraz prosimy o zamknięcie drzwi po drugiej stronie. Miło było i tyle. Artysta nigdy nie przywiązywał się do ludzi, rzeczy i miejsc. Jedynie do własnej sztuki. Wówczas pojęcie przywiązania było rozumiane w szerszym znaczeniu.
Używki, używkami. A młody po prostu miewał gorsze dni, na które dziwnym zbiegiem okoliczności natrafił sekretarz. Czyżby te dwie rzeczy miałby coś ze sobą wspólnego?
- Medal powinienem dostać za samo znoszenie twojej osoby – rzucił kompletnie go zbywają. Znał go już trochę na tyle, aby zdawać sobie sprawę, jak bardzo Virid nienawidzi być ignorowany. Zachowanie Odina wiązało się z różnymi nieprzyjemnościami ze strony gościa, lecz większej obawy w atakach na swoją osobę nie widział.
- Jeśli coś ci się nie podoba zawsze wiesz, gdzie są drzwi. – Wzruszył ramionami. Jego obojętność i brak zainteresowania był tak ewidentnie widoczne, że tylko skończony kretyn mógłby pomylić to z pracą twórczą. Nie ukrywał, że limit bycia towarzyskim dawno się wyczerpał, a anioł chodził po grząskim gruncie.
- Ostrzegam – warczał nisko, dokładnie akcentując słowa. Nie było mowy o zażywaniu używek. Tym razem specyficzny charakter gospodarza mieszkania dawał o sobie znać w bardziej uciążliwy sposób niż dotychczas. Zazwyczaj mało mówił, lecz nigdy ostentacyjnie nie wyrażał, że ma go dość. Tym razem Virid trochę poholował czego skutki dopiero miał doświadczyć. Nic bardziej nie wyprowadzało z równowagi Odina, jak niszczenie jego prac. Kij z jego włosami, które swoją drogą też bardzo lubił. Ale, jak ktoś interesujący się czubkiem własnego nosa mógł o tym wiedzieć? Przecież do takich rzeczy trzeba się intensywnie przyglądać, aby rozpoznać, że jednostka dla uspokojenia często dotyka włosów dla rozładowania napięcia. Tym razem nawet ten zabieg niczemu by nie pomógł. Po kilku głębszych oddechach również. Gniew zalał go momentalnie, jednak upust złości zaprezentował po chwili. Wcześniej tylko siedział mokry, gapiąc się w brudne płótno myśląc, jak zabije tego pierzastego gnojka. Chociaż nie oszukujmy się w myślach nazywał go bardziej uroczymi epitetami. Nie myśląc wiele złapał za zniszczone płótno i po prostu przywalił nim w Viridową głowę, czego efektem było zdobycie kolejnego „naszyjnika” tym razem z tkaniny. Wyglądał niczym gołąb z kromką chleba na szyi. Lecz widok wcale nie śmieszył rudzielca.
- Wynoś się! Natychmiast. Nie będzie żadnego obrazu. Nasza umowa jest nieważna. Znikaj stąd i nie pokazuj mi się na oczy! – warknął ostro, kipiąc ze wściekłości. Mało brakowało, aby nie złapał za jedną z ukrytych swoich broni i nie strzelił aniołowi w łeb. A oko niestety miał wybitnie dobre. Tyle było z ich przyjaźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virid
Sekretarz Czerwonych
avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   Wto Gru 02, 2014 9:28 pm

Virid czasami zastanawiał się, co jest z Odinem nie tak. I ta drobna dygresja nie pojawia się tutaj w celu wypełnienia pustego miejsca dla komicznej odskoczni. Po prostu malarz wydawał mu się... Specyficzny. W ten mało przyjemny sposób, jak ciche bzyczenie muchy uwięzionej za firanką. Było w jego zachowaniu coś bezsensownie ostrego, szorstkiego, chaotycznego. Jakby chłopak całe swoje dni spędzał na użalaniu się nad sobą tylko po to, by potem móc odegrać przed pierwszym pechowym przechodniem swoje le grande spectacle. Początkowo anioła nawet to bawiło, z czasem zaczął tą manierę komentwoać krótko:
Artyści.
A mimo to Naama był cierpliwy. Była to jedna z niewielu zalet, co do której nikt nie miał wątpliwości. Mógł znieść naprawdę wiele, jeśli tylko mógł mieć z tego jakikolwiek profit. Tak było i teraz, gdy brudne płótno zwisało mu z ramion brudząc koszulkę (całe szczęście, że nie założył dzisiaj niczego, do czego był bardziej przyzwiązany). Niczego nie powiedział, po prostu spokojnie zdjął z siebie to, co miało być kolejnym śmieciem stojącym pod ścianą. Wziął niedoszły obraz pod pachę, wciąż jakby nie rejestrując histerycznego wybuchu młodzika. W tej chwili zastanawiała go jedna rzecz - bardziej wściekł się o włosy, czy obraz?
- Masz problemy, wiesz? - Zapytał nieznacznie marszcząc brwi, po czym westchnął i odgarnął kilka blond kosmyków z twarzy, z zaskoczeniem odkrywając, że gdy są uwalane farbą, przynajmniej daje je się kontrolować. Nie to, że chciałby używać tej metody wcześniej, lepiej czuł się nie wyglądając jak pisanka dziecka z podstawówki, ale hej - przeżywał gorsze rzeczy, nie miał zamiaru się rozklejać bez powodu.
- Przyjdę po obrazy w przyszły tydzień, - Powiedział lekkim, konwersacyjnym tonem wprawionego adwokata, zakłądając sobie na ramię plecak, - I skoro nie wiesz, że do osób wyżej postawionych trzeba być miłym, zamówienie przestaje być moje. Teraz o obrazy prosi Brama, a sprawa jest niecierpiąca zwłoki.
Na odchodne skinął lekko głową na artystę, po czym otworzył drzwi, posłał mu całusa przez próg i na koniec pięknej sekwencji trzasnął drzwiami.
Jeśli Odin myślał, że się go pozbył, był w błędzie. Fakt, chłopak go frustrował, ale przez to jeszcze bardziej chciał go zgiąć, złamać, zarysować. Anioł uśmiechnął się lekko do siebie i wyszedł wprost na deszcz, pozwalając ciężkim kroplom deszczu zmyć część farby z jego twarzy i włosów. Przez chwilę zapomniał, że wciąż trzyma ubrudzone płótno... Westchnął cicho. Kawałek śmiecia, nie sprzeda tego nawet największym "koneserom".
Co jeszcze mógłby zrobić z tak niemrawo rozpoczętym dniem?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rupieciarnia Odina.   

Powrót do góry Go down
 
Rupieciarnia Odina.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czerwona Brama :: Miasto :: Dzielnica mieszkalna :: Kamienica-
Skocz do: