IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 AP. 279 - A. R. Horowitz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 7:29 pm

Spodziewał się gościa, co wyczytać można było już w samej nerwowości jaka ogarnęła jego ruchy. Miękki krok był rozedrgany, pozbawiony zwyczajowej rytmizacji i lekkości, ciemnowłosy demon nie mógł znaleźć sobie tego wieczoru miejsca. Wrażenie niedopowiedzenia jakie wisiało nad nim od czasu gdy widzieli się po raz ostatni zmusiło go do niekonwencjonalnej zmiany przyzwyczajeń i ściągnięcia tego szczeniaka z drugiego końca miasta o tak niebotycznie późnych godzinach wieczornych.

Rozsiadł się w głębokim fotelu, wyciągając przed siebie bose stopy i kontemplując nimi dywan, miękki i łaskoczący; palce zacisnęły się mocno na podłokietnikach, a on jeszcze bardziej zapadł się weń bijąc się z myślami w nierównej, bardzo wymagającej walce. Po co właściwie to zrobił? O ile, u diabła, od co najmniej czterech wieków z kawałkiem nie dobierał się ludziom do duszy czy tyłka, tak tą razą uczynił wyjątek i nie był w stanie stwierdzić, czy to czysta fanaberia czy też na starość nuda zapędziła go w kozi róg. Z dwojga złego i powyższych opcji był bardziej skory przystać na pierwszą, choć druga wydała mu się bliższa prawdy - zachciało mu się, psia go mać, gier.
Usłyszał urywany dźwięk domofonu i spojrzał jedynie w kierunku przedpokoju, zaciskając blade usta w wąską, niezdecydowaną linię. Miał ochotę móc cofnąć decyzję sprzed paru dni i nie dopuścić do zawarcia umowy... wróć. Decyzję zmienić mógł wedle uznania kiedy tylko mu się zamarzy, parafki pod cyrografem nie cofnie już żadna siła.

Otworzył mu drzwi boso, przelotnie zerkając na znajomą twarz i wykonując bliżej nieokreślony ruch głową w kierunku salonu. Ludzka postać widać mu służyła, chyba pałał sympatią do praktycznej ucieczki od rogów i nieporęcznego ogona wadzącego przy każdym kroku.
- Umyj od razu ręce, czuć od ciebie człowiekiem - sarknął na dzień dobry, zaplatając przedramiona na piersi i obejmując się nimi ciasno, jakby przejął go jakiś chłód. Ciemne oczy Asmodeusza śledziły każdy ruch kontrahenta z zastanowieniem, jakby właśnie szacował, czy gra warta jest świeczki.  
Pomimo cierpkiego powitania i miną wyrażającą skrajne niezadowolenie jakby już od rana był poważnie urażony na świat (jakby w ogóle Horowitz nosił kiedykolwiek inną) był w jakiś pokrętny sposób rad z obecności Hobbesa, a owej radości dał upust w postaci swojego milczącego, jakże zajmującego towarzystwa w drodze do łazienki.
- Dlaczego tak długo? - kapryśnie wydął wargi i uniósł dumnie głowę, co oznaczało ni mniej ni więcej, że oczekuje odpowiedzi tu i teraz, a nawet szybciej.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 8:29 pm

Taki piękny dzień. Szlag by trafił taki piękny dzień.

Stary Asmodel dostał wszy na włochatym zadzie i nie usiedział w miejscu, tylko musiał go wezwać. Cóż, on by się na wiekowym ciele Zgniłego spodziewał raczej wszech rodzaju czerwi, bo coś, musiało toczyć ten chory organizm, a bynajmniej robak sumienia to to nie był.

Hobbes przyszedł. Bez słowa wszedł do mieszkania, gdy tylko otworzyły się drzwi. Zgodnie z poleceniem demona poszedł do łazienki umyć ręce, kwitując wszelkie wypowiedzi o "ludziach" krzywym grymasem na twarzy. Kiedy jednak nadeszły kolejne komentarze, spojrzał w lustro nad umywalką, przedrzeźniając zniecierpliwionego Horowitza i wyczyniając najdziksze miny przed własnym odbiciem.
- O mój panie, pozwól mi dojść, zanim umyję ręce i wyjdę. Inaczej zapach człowieczeństwa może rozdrażnić twoje szlachetne i stare jak marmurowe skały nozdrza - sarknął patetycznie Quiet, a na jego wąskich ustach zaigrał zjadliwy i niepoważny tik, przypominający uśmiech wyjątkowo głodnej bestii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 9:02 pm

Szlag jak najbardziej trafił, Asmodeusz musiał wtrącić swoje trzy grosze. Inaczej nie byłby sobą, oczywista. Nadzorował cierpliwie Hobbesa, jakby podejrzewał go o cholera wie co, z twarzą pokutującego ducha i tą samą wątpliwością wypisaną w ciemnych oczach. Jednocześnie jego spojrzenie, postawa i coś co jemu samemu zdawało się być desperacko klarowne i wyczytywalne - wręcz krzyczały PRZEKONAJ MNIE.
- Oby szybko, Hobbes - prychnął od niechcenia, humor widocznie miał równie kwaśny co zwykle. Rzecz inna, że sam w sobie gniew który dziś ledwo wychynął z niechętnych, z niejakim żalem obserwujących świat oczy miał swoje podłoże zupełnie gdzie indziej. Nie spowiadał się nikomu, a już z pewnością nie zamierzał opowiadać się przed własnym kontrahentem. To by było co najmniej nie w jego stylu. A co było w stylu Horowitza? Z pewnością to, co zrobił chwilę później.
Ugięty łokieć oparł na szerokim ramieniu bruneta, czując zapach zwykłego, szarego mydła i czegoś z wyraźnie przebijającą goryczką. Wąskie i cierpiętniczo suche blade wargi zbliżyły się do ucha niespiesznie, ociągając się uparcie, jakby dystans między nimi wynosił nie kilka cali a niewygodne metry.
- Patrząc na rzecz z perspektywy czasu, nadal uważasz że twoja dusza warta była mojej usługi? Jak to jest? - jeżeli coś miało sprawiać mu dziką, perwersyjną i czystą w swej postaci przyjemność, to z pewnością było tym nękanie Quieta. Coś trąciło ramię młodego mężczyzny, jak się okazało chwilę później, była to wąska i wszechciekawa dłoń Aszmodai, która przesunęła się gładko od prawego biodra po splot słoneczny, okrywając ciepłą klatkę piersiową okowami pozornie kruchych, ale pełnych siły i drapieżności palców. Ich spojrzenia spotkały się w lustrze wiszącym nad umywalką. Jak zwykle to on sprowokował sytuację, i co można było dopatrzeć z onyksowo-czarnych oczu demona - był z siebie szalenie zadowolony.
Drobna i raczej asteniczna sylwetka przylgnęła do pleców Hobbesa na krótki moment i przez chwilę Aszmodai uśmiechał się bezczelnie, egzaminując jego cierpliwość.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 9:37 pm

Quietus wewnątrz opierał się z całą swoją buntowniczą energią jakiejkolwiek władczej ingerencji Horowitza. Kiedy ten zniecierpliwiony całokształtem wtargnął wreszcie do łazienki, której drzwi wcześniej zatrzasnął mu przed nosem, Hobbes spojrzał wymownie na jego odbicie w lustrze, mrużąc z niezadowoleniem oczy.

Gorzki zapach, o jakim myślał Asmodel był zapachem proszków daktyloskopijnych. Ich pył rozwiewany przez wiatr na tego-dniowym miejscu zbrodni osiadł mu we włosach, skąd Quiet, wezwany jakże pospiesznie przez demona, nie zdążył go wymyć ani wytrząsnąć. Szybki prysznic to jedyne, na co było go stać w takim zakresie czasowym.

I stary piernik już zaczynał swoje gierki. Tu do uszka, tu do szyjki, tutaj zaraz za bioderko. Jak siwy emeryt do młodej dziwki. Quiet nie czuł lęku, właściwie opanowało go rozbawienie. Czy po tylu setkach lat Asmodelowi zmęczony życiem organ w ogóle jeszcze stawał? Hobbes śmiał wątpić!
- Mogę wręcz stwierdzić, że usługa nie była warta mojej duszy... Cóż, jestem nad wyraz hojny - skwitował krótko brunet, przekrzywiając głowę na bok i ze stoickim spokojem wycierając ręce. Wyrównał fałdy wiszącego ręcznika i powrócił wzrokiem do odbijających się w tafli lustra chciwych i ciemnych ślepiów swojego "pana".

- Cóż tak szalenie istotnego trapi twój bezsenny umysł tym razem, że potrzebujesz mnie niezwłocznie o tej godzinie? - zapytał Quiet, odwracając się przodem do demona i opierając biodra o znajdującą się z tyłu umywalkę. Lubił wybijać Asmodela z rytmu, drażnić się z nim, testować jego różne granice. Bawił się z nim w całą tę bezsensowną grę, której tak naprawdę żaden z nich nie mógł wygrać... choć demon był bezustannie przekonany, że niewątpliwie to on i tylko on, wielki Aeshma Daeva, jest zwycięzcą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 9:54 pm

Ależ on dostał już czego chciał. Partia była wygrana, ponieważ otrzymał duszę na której mu zależało - reszta była wyłącznie nieobligatoryjnym dodatkiem, który mógł jeszcze posłużyć w celach stricte rozrywkowych. Zabawnie było patrzeć jak Hobbes się miota, choć tu musiał przyznać - tańczył do jego demonicznej muzyki bardzo łagodnym, harmonijnym rytmem, jakby cała ta rzecz w ogóle go nie obeszła. Zupełnie, jakby bez żalu rozstawał się z duszą, lub co bardziej wiarygodne - nie znał jej wartości i stąd tak bezmyślnie nią poszachrował. Cokolwiek nim kierowało, demon był zaspokojony.
Jedyne co wprowadzało go w stan niejakiego poruszenia i zmuszało do głębszego studium, to specyficzna motoryka rozumowania Hobbesa.
Jego wąską, trójkątną twarz wykrzywił bardzo nieprzystający grymas; widać samo umycie rąk jeszcze nie stanowiło o świętym spokoju. Aszmodai miał na końcu języka bardzo kąśliwą i zasłużenie jadowitą uwagę, ale w ostatniej chwili połasił się na ubranie tyrady w prostsze i milsze dla ucha ludzkiego słowa.
- Rozbierz się, weźmiesz prysznic. Ubierz się w szlafrok i przyjdź do salonu jak skończysz, tylko zagęszczaj ruchy. Nie mam całej wieczności - mruknął miękko, zdawkowo i gładko, widać był przyzwyczajony do wydawania poleceń. Wyminął spojrzenie cieplejszych i żywszych oczu Quieta i wyszedł z łazienki, domykając za sobą drzwi. Zanim przeszedł do salonu odwiedził jeszcze kuchnię, spodziewając się że uparty człowiek zapragnie zrobić mu na złość w możliwie konwencjonalny sposób; każe mu czekać. W porządku, zaczeka.
Zaparzył herbatę, a przyjemnie złocisty, klarowny i jasny oolong zachęcał słodyczą i bukietem aromatów z werbeną na czele.

Retea również się nie spieszył, celebrował swoją herbatę, tak samo jak Hobbes cyzelował swoje cykliczne tête-à-tête z trupami i wszelką inną tego typu przyjemnością. Demon miał natomiast swoje ludzkie rozkosze, i cokolwiek miał na ten temat do powiedzenia jego kontrahent, lubował się właśnie w herbacie.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sob Lis 22, 2014 10:09 pm

Czy Hobbes nie znał wartości duszy? Potencjalnie znał, jednak starał się spychać tę obrzydliwą myśl na granice podświadomości i nie rozpamiętywać okropnej porażki, jaką poniósł w owym układzie. Zmierzył Asmodela pytającym spojrzeniem i z rezygnacją obecną w każdym ruchu zmęczonego ciała, wszedł do kabiny i wziął żądany prysznic. Umył się, szorując skórę dokładnie do tego stopnia, jakby za moment miał posłużyć za żywy talerz do kolacji. Ambiwalentnie do tego odczuwał niebywałą ochotę wytarzać się teraz w każdym możliwym szlamie, jednak chęć znalezienia się na chwilę pod gorącą wodą przeważyła. Ignorując wiszący w kącie pomieszczenia szlafrok, Hobbes nago i bezczelnie udał się do sypialni demona znajdującej się naprzeciwko łazienki i zdarł mu z łóżka białe jak pośladki samego Asmodela prześcieradło, po czym owinął się w chłodny materiał złośliwie. W tym dziwnym i niepokojącym stanie pomaszerował do salonu, kapiąc obficie mokrymi, niemal czarnymi lokami.

- Jeszcze jakieś pobożne życzenia? - zapytał, stając w progu i obserwując herbaciany rytuał demonicznego gospodarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pon Lis 24, 2014 8:00 pm

Spojrzał na niego jak na coś, co wypełzło spod kanapy i pozdrowiło go gestem Kozakiewicza. Najpierw otworzył usta widząc go owiniętego w świeże, bieluchne prześcieradło i zacisnął po chwili wargi, znów sprawiając, że znikły niemal zlewając się w jedno - prostą, zdegustowaną linię.
- Mogłeś się chociaż wytrzeć. Wy i te wasze ludzkie, proste mózgi... takie uroczo nieskomplikowane. Jesteś głodny? - zmrużył na moment oczy, cyrklując spojrzeniem wzdłuż całej, pełnej podłości osoby Hobbesa; nie należało tu wnioskować o jakichkolwiek pokładach bezinteresownej głębszej dobroci. Asmodeusz miał chęć poczęstować go czymś zanim wystawi go za drzwi, bo o ile na ogół nie przeszkadzało mu spożywanie w samotności, tak teraz, w towarzystwie... wyłączna wygoda.
Wstał i przyjrzał mu się jeszcze krytycznie, wiedząc, że jeśli teraz poczyni mu tyradę, Quiet nic sobie z tego nie zrobi, a i prześcieradła to już nie wybroni. 
O dziwo Horowitz preferował bardzo proste i niewymyślne jedzenie. Być może był zwyczajnie zmęczony coraz to nowszymi wynalazkami, kombinacjami i całą tą feerią serwowanych na jednym talerzu smaków, toteż ograniczał się do drobiu, nabiału i możliwie najmniej przetworzonego pożywienia. 
- Właściwie... dlaczego wybrałeś te studia? Ten akurat kierunek, to mnie ciekawi. - gotujący demon plączący się i miotający po kuchni to wprawdzie dość groteskowe widowisko, ale bodajże nie liczył się z tym w owym momencie. 
- Więc? - ponaglił kapryśnie, gdyż nie zamierzał czekać do rana aż Hobbes wyduka z siebie cokolwiek. A oto i ciekawostka; miarą ciekawości Asmodeusza był stopień zniecierpliwienia i zajadłość, z jaką traktował każde niedomówienie i przemilczenie. Nie należał do osób lubiących się dopominać, zwłaszcza, że Quieta całościowo traktował już jako swoją własność.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pon Lis 24, 2014 8:51 pm

- Ależ wytarłem się tam, gdzie trzeba i zjadłem kolację, ale pochlebia mi twoja troska o mnie - żartował nieco złośliwie Quiet, rozsiadając się nonszalancko w fotelu naprzeciw Asmodela, gotów patrzeć jak on spożywa posiłek. - Hmm... chyba, że posiadasz w domu szarlotkę albo chociaż jabłka z cynamonem...

Hobbes rzadko miewał zachcianki, tym razem jednak ten charakterystyczny smak chodził za nim, jak uparte wspomnienie. Skoro demon tak dbał o komfort jego podniebienia... mógł zatem załatwić mu ten mały smakołyk. Ktoś pomyślałby, że Quiet nadużywa gościnności gospodarza, ale technik zwyczajnie igrał z Asmodelem, dźgał go słowami jak patykiem, patrząc, co się za chwile stanie.

- Kryminalistyka i nauki pokrewne? Cóż, śledztwa nigdy nie są nudne. Pozwalają mojemu umysłowi wykazać się, poszukać szczegółów, ułożyć skomplikowane, pomieszane elementy w pełną, kolorową układankę. Praca technika to wyzwanie i odpowiedzialność, to wyścig, wspaniała gra. Zagadki - odpowiedział swobodnie Hobbes, odczekując chwilę, by podrażnić demona ciszą. Bawił się rogami niedbale zarzuconego na swoje ciało prześcieradła i przyglądał się siedzącemu naprzeciwko mężczyźnie.

- Asmodeuszu, jaki istotnie jest powód? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - dopominał się leniwie Quiet, wspominając o dziwnym nocnym wezwaniu. Całokształt był dość tajemniczy. Przez chwilę miał ochotę podejść bliżej i zaczepić jakoś niespokojnego demona, ale powstrzymał się i postanowił zostać w miejscu. Horowitzowi o coś wyraźnie chodziło, bo przeskakiwał od jednego polecenia do drugiego i zachowywał się kapryśnie jak małe dziecko, zupełnie jakby próbował ukryć jakąś dziwną intencję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Wto Lis 25, 2014 8:03 pm

Spojrzał na niego jak na idiotę - to jest, tak, jak patrzył na ludzi jego pokroju najczęściej. Duże, ciemne oczy spoczęły na dłuższy moment na Hobbesie, który chyba nieźle się bawił, co ciekawe. 
- Też masz zachcianki... - wymruczał bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego; taka ot przywara której nabawił się z czasem. Prawdopodobnie było to jedyne sensowne wyjście w jego sytuacji, i jedyna w swoim rodzaju okazja, by od czasu do czasu pomówić z kimś równie inteligentnym. 
Cynamon i jabłka. Kojarzyły mu się wyłącznie z okresem świątecznym oraz długimi chłodnymi wieczorami od których odgradzał się kocem i gorącą herbatą. 
W powietrzu rozszedł się szybko zapach świeżego imbiru, skórki cytrynowej, a do pełnej gamy dołączyła jeszcze ciężka, miodowa nuta. Wybrał spadziowy, jego sosnowa nuta pasowała najbardziej do kaczego, ciemnoróżowego mięsa.
- Hobbes, nie jestem głupi. Wiem czym zajmuje się technik. Ja pytam co cię do tego pchnęło. - spodziewał się raczej bardziej egoistycznej i mniej altruistycznej wizji niż ta, którą nakreślił mu młodzik próbując najwyraźniej ugrać coś na jego cierpliwości.

Ależ on nie zapomniał o pytaniu nadal dryfującym w eterze! Cierpliwie czekał, aż Quiet w końcu mu to wypomni. 
Zebrał do tyłu czarne długie włosy łaskoczące go po policzku, udając, że w dalszym ciągu jest równy skory do odpowiedzi, co do ożywczego skoku na bungee z dwudziestego siódmego piętra apartamentowca.
- Pardon? - uśmiechnął się jadowicie znad martwej, podrygującej w rytm nacięć kuchennego noża kaczki. Nie było mowy o tym, by zmienił wiekową optykę - w dalszym ciągu postrzegał ludzi jako istoty niższego i mniej godnego rzędu. On nie musiał udzielać mu odpowiedzi, i póki co, prawdopodobnie nie zamierzał.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Wto Lis 25, 2014 8:45 pm

Quiet przyglądnął się tymczasem potrawie na talerzu demona.
- Kaczka? Jesteś pretensjonalny, czy masz kłopoty ze zdrowiem? - zagadnął od niechcenia, zauważając imbir, cytrynę, miód i temu podobne akcenty. Bardzo charakterystyczny i łatwy do zidentyfikowania zapach, jeśli się go zna. - Wy, demony, jesteście w końcu nieśmiertelni, czy jedynie długowieczni? Jedzenie nie jest chyba dla was niezbędne? Jesteście w ogóle przystosowani do spożywania pokarmów?

Ostatecznie wydawało się, że swojego ciasta nie dostanie. A te typy zawsze przechwalały się, że mogą mieć wszystko na skinienie. Widać świeżej i gorącej szarlotki w nocy mieć nie mogą. Czuł się zawiedziony.

Spojrzał wymownie w sufit. Spodziewał się również, że tak durna... ekhem... dumna istota jak demon nie raczy odpowiedzieć na jego pytanie. Trudno było jednak stwierdzić, że Asmodel w ogóle wiedział po co go wzywał. Całkiem możliwe, że był to jedynie głupi, dziecinny kaprys na miarę tak spaczonej jednostki jak Zgniły Chłopiec.

- Nuda, Asmodeuszu. Nuda. Nie ma gorszej kary i choroby niż wszechogarniająca nuda. Mogłem co prawda zostać lekarzem, albo prawnikiem... ale ludzie kompletnie mnie nie obchodzą, pomaganie im jest nużące i bezcelowe. Jako zwłoki wreszcie zaczynają mówić do rzeczy - odpowiedział technik, mierząc pomieszczenie obojętnym wzrokiem. - Po tych tysiącach lat problem nudy jest ci chyba znajomy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sro Lis 26, 2014 9:11 pm

- Głodny. Lubię drób, kurczak smakuje prawie jak ludzkie mięso. Wiedziałeś? - nie poświęcając mu więcej ani jednego spojrzenia finezyjnie wbił nóż w soczystą kaczą pierś i wepchnął w nią świeżą, posiekaną kolendrę. 
Kolejne pytanie nie zdziwiło go jakoś wielce, spodziewał się czegoś w tym stylu prędzej czy później; bądź co bądź, Hobbes był stworzeniem szaleńczo dociekliwym. Momentami może aż nazbyt, ale młodość ma swoje prawa. 
- Jesteśmy nieśmiertelni z samej definicji, chociaż to kwestia wyjątkowo relatywna w obecnej sytuacji... a prawda. Cóż ty możesz wiedzieć. - podsumował go krótkim, bladym i mało przyjemnym uśmiechem, sugerującym pewne politowanie dla stanu faktycznego wiedzy człowieka na pewne tematy. Oczywista, iż Quiet nie mógł mieć pojęcia o sprawach sfer niebieskich, czy też nie mógł znać bolączek opozycji.
Niespiesznie upchnął kaczkę w piecu, przez moment bawiąc się kraciastym rogiem kuchennego ręcznika; Przez moment zdawałoby się, że demon ma coś na kształt osobliwych wyrzutów sumienia w stosunku do oschłości jaką serwował Hobbesowi od dłuższego czasu. Czy miał ochotę traktować byle ludzki, prosty pomiot jako przynajmniej zbliżony sobie?
Myśl ta zaskoczyła go wielce - nigdy nie rozważał czegoś podobnego, sama wizja taryfy ulgowej wobec któregokolwiek z przedstawicieli tego gatunku napawała go czymś na kształt paniki i odrazy.
- To brzmi już bardziej przekonująco. Zjesz ze mną kaczkę. - brzmiało to zupełnie tak, jakby Aszmodai poczuł ulgę poznając powód. Albo tak, jakby nobilitował ten konkretny późnym obiadem. Tak czy siak, kapryśny demon rozpogodził się nieco i teraz wyglądał wyłącznie na potężnie zmęczonego i może trochę obco. Nie miał swojego stałego miejsca. Ba, nie miał zielonego pojęcia skąd właściwie pochodzi, stąd jak świat długi i szeroki, wszędzie czuł się niczym homo viator.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sro Lis 26, 2014 10:08 pm

Z Asmodeusza był kawał skurwysyna o dalece zawyżonym poczuciu własnej wartości. Quiet nie lubił takich typów. Demony, które traktowały wszystkie inne istoty niczym nic nie warty pył na drodze, nie zajmowały jego uwagi. Były stereotypowe, nudne... emocjonalnie ułomne. Emocje... czy stary demon przez tyle tysiącleci nie pozbył się tej ohydnej przywary? Żenujące. I kto tu był słaby?

Zignorował uwagę o mięsie. Prawie każde białe mięso smakowało jak kurczak. Co to za różnica?
- Nieśmiertelne życie nie ma żadnej wartości. Jest jak dziwka, której używasz milion razy, nie pamiętając żadnego konkretnego... - rzucił cicho, nie oczekując odpowiedzi. Był zblazowany tematem.

Irytacja powoli wypełniała jego żyły, a to oznaczało... że się nudził. Chciał wyjść i miał wolę zrobić to teraz. póki co nie uczynił ku temu żadnego ruchu, ale był temu bliski. Może przeceniał demona, z którym paktował? Możliwe. Poprawił prześcieradło na swoim ciele i obserwował Asmodeusza krzątającego się po kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Sro Lis 26, 2014 10:39 pm

Mężczyzna nie wychwycił intencji zawartej w oświadczeniu Asmodeusza. Po części było to winą samego demona, który język miał mało układny ostatnimi czasy. Być może tylko osoba jego skrzywionego pokroju byłaby w stanie pochwycić aluzję tymczasowego przymierza w tym mało zachęcającym wydaniu. Uznał to za oczywiste i jawne odrzucenie propozycji; z góry zakładał, iż wszystko co mówi, bez znaczenia w jaki sposób, pośrednio czy bezpośrednio - jest jasne i oczywiste. W tym przeświadczeniu zawarty był błąd już z samego założenia.
- To zależy na jaką dziwkę cię stać. Mam nadzieję że znajdziesz odpowiednią dla swoich potrzeb i... miary. O ile zdążysz - zauważył złośliwie, a kącik bladych, ładnie wykrojonych ust drgnął niekontrolowanie. Uśmiechnął się połowicznie.
Oczywiście, że kierował się emocją. Robił to tym chętniej, im bardziej przekonywał się co do przewidywalności i konwencjonalności logiki. Spontaniczność wciąż pozostawiała pewien element zaskoczenia, co pozwalało mu jeszcze zainteresować się jakimś zjawiskiem. Oboje znali nudę, lecz każdy z nich od innej strony i sposobu. 
- Widzisz to jeszcze na monopłaszczyźnie, jesteś młody. - machnął ręką krótko, po czym zaplótł przedramiona na piersi i wyzywająco uniósł głowę z niejaką dumą. Nie rozporządzał czasem. A szkoda, bo gdyby od niego zależało to i owo, pozwoliłby Quietowi przeżyć mękę wieczności tylko dla własnej fanaberii udowodnienia mu, iż nie ma zielonego pojęcia o czym właściwie peroruje z takim oddaniem i zawziętością.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pią Gru 05, 2014 7:56 pm

Przymierze? A może od razu Trójporozumienie? W słowach Horowitza nie było ani krzty zachęty, a jedynie rozkaz i to rozkaz prześmiewczy. Quiet nie czuł się niewolnikiem i nie uważał się za niewolnika. Przegrał, układając się z demonem, ale jego psychika i wola pozostawały nienaruszone. Zachowa tę wolność na tak długo, jak tylko będzie mógł. Jeśli nie chciał jadać z Asmodeuszam posiłków, to nie chciał. Nie posiadał w tym żadnej przyjemności, a wręcz opierał się temu. Nie istniał również żaden powód, aby to było koniecznością. Fanaberie demona nie interesowały go. Mógł go zmusić, ale satysfakcja z wymuszonych działań była raczej nikła. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
- Swoje jakże bogate i pojemne burdele, Asmodeuszu, zostaw dla dewiantów podobnych tobie. Nie sądzę, aby było w nich coś, co mogłoby mnie zadowolić, czy zachwycić... a moje życie niech kieruje się własną intensywnością - stwierdził oszczędnie i dość cicho Hobbes. Jego ton wskazywał na neutralność i nikłe zainteresowanie tematem.

- Przemawia przez ciebie duma, czy tęsknota i zazdrość starca? - zapytał, okręcając wokół wskazującego palca róg prześcieradła ściskanego w dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pią Gru 05, 2014 8:25 pm

Machnął ręką krótko, co sugerowało, że chyba stracił zainteresowanie. Przestał zwracać uwagę na dziwactwa Hobbesa, najwyżej puści go do domu w samym prześcieradle. W końcu Aszmodai bywał kapryśny jak małe dziecko.
A skoro o fanaberiach mowa, przyszła mu chęć na powtórne rzucenie okiem na wawelskie arrasy. Niestety oszacowano ich wartość, a była ona niezmiennie - bezcenna. Nie zamierzał ich kraść.
- Zupełnie nie wiem do czego pijesz. Kaczki? - błysnął krótkim, mdłym uśmiechem i przebrał leniwie palcami po własnym karku. Wprawdzie nie potrzebował pożywienia, ale ponieważ przyzwyczaił do niego swój organizm, teraz systematycznie odczuwał specyficzny rodzaj głodu. 

Tęsknił za śniegiem. Za swoimi ciężkimi, podszywanymi futrem z lisów płaszczami, za grzańcem w Alpach i świętami w Szwajcarii. I za sylwestrem w Kyoto, tak drastycznie odmiennym od zepsutej nowoczesnością Japonii. 
- Wybierasz się gdzieś na nowy rok? - spytał rozdzielając soczyste kawałki drobiu na ozdobną paterę, wymyślając żurawinę i borówkę w miłym dla oka finiszu. O dziwo rzadko spędzał te dni samotnie, raczej garnął się do ludzi czerpiąc satysfakcję z chwilowego kontaktu. A co tam, nawet przyłączyć się do widowiskowego pokazu sztucznych ogni.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pią Gru 05, 2014 8:34 pm

- Dziękuję - odmówił krótko mężczyzna, nadal stojąc w progu kuchni i przyglądając się jak Horowitz chodzi to tu, to tam, zajmując się swoim sporych rozmiarów ptakiem. Mowa oczywiście o kaczce. Tylko o kaczce.

Hobbes nie obchodził świąt. W jego rodzinie panowała w tym czasie wybitnie napięta atmosfera, co obrzydziło mu zimowe "dni wolne od pracy". postanowił po usamodzielnieniu się świętować je... chodząc do pracy! Przecież tyle trupów potrzebowało technika właśnie w świąteczne i sylwestrowe fale zabójstw i samobójstw. Cudowna okazja, żeby nie pamiętać. Mieszkanie samemu nie sprzyjało świętowaniu. Na ogół unikał tego tematu, a koledzy z pracy chętnie zgadzali się, aby wziął dyżur za nich.

- Nie sądzę - uciął, oczekując nieustannie, że cholerny demon w końcu powie mu, o co w tym wszystkim chodzi, albo znudzi się i wypuści go do domu, aby mógł załapać się na kilka ostatnich porannych godzin snu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zgniły Chłopiec

avatar

Liczba postów : 20

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pią Gru 05, 2014 9:03 pm

Pracoholik. Te ciężkie wory pod oczami i woskowa cera mówiły same za siebie. Nie wyglądał zbyt zachęcająco, a i przy bliższym kontakcie Quiet zniechęcał dol siebie ludzi z wybitnym skutkiem. Można by rzec - miał niezaprzeczalnie dar.
A Horowitz miał talent do stąpaniu po kruchej cierpliwości tego typu ludzi jak po wiosennym lodzie. Wyjątkowe szczęście, że jeszcze się nie skąpał. Hobbes poniekąd przypominał mu Lucyfera. Nie żeby zestawiał ich z sobą w kontekście tak błahym jak pospolita fizjonomia, ale pewna paskudna maniera, zgryźliwość i upór mieli zaiste wspólne.
- Spędź ze mną święta - powiedział w pewnym momencie neutralnie, płasko, jakby wcale tego nie proponował, a zdanie padło z ust osoby trzeciej, poza nim i bez jego udziału.
Być może tak po prostu było łatwiej. Retea miał ochotę zaszaleć i dla odmiany zabrać kogoś ze sobą w grudniową podróż po świecie. Naturalnie wróciliby z początkiem stycznia, a sam demon nie wspomniałby o tym incydencie ani razu w przyszłości, jednak było to kuszące; przełamać rutynę.
Wyciągnął dwa zestawy sztućców ze zwykłej uprzejmości, bo nawet jeśli Hobbes zadeklarował już że jeść nie będzie, to w sumie cholera go wie. Nie zamierzał pozwolić mu kręcić się po jego własne kuchni, diabli wiedzą co by tam znalazł, co rozbił, rozlał albo zepsuł w swoim nieobeznaniu. Bo prawdę powiedziawszy, Horowitz nigdy nie zaprzeczył, iż Quietus Hobbes nadaje się na technika bez mydła. Miał pojęcie o jego drygu to zawodów ukierunkowanych w tę stronę, ale życiowo i społecznie był koszmarnie niezorientowany. Widocznie taka była cena.

_________________

Do I look like a fuckin' Ophelia?


▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quiet
High Functioning Sociopath
avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   Pią Gru 05, 2014 10:31 pm

- O ile zamierzasz śpiewać chrześcijańskie kolędy... - zadrwił Hobbes, owijając się mocniej prześcieradłem, które złośliwie próbowało opaść. powoli robiło mu się zimno. Horowitz, jak na Quieta potrzeby, nie dogrzewał dostatecznie mieszkania. Gęsia skórka wykwitła na chwilę na jasnej skórze technika. Powstrzymywał się, by nie wrócić do łazienki i nie założyć swoich ubrań, a potem nie wyjść z mieszkania w trybie natychmiastowym.

Quiet zniechęcał do siebie ludzi. Ale po co miał ich zachęcać? A może ludzie nie znaczyli dla niego zbyt wiele? Niekoniecznie wynikało to z poczucia wyższości, charakterystycznego raczej dla Asmodeusza, raczej ze swoistego zawodu ludzkością, wrodzonego poirytowania rzeczywistością i nuty dekadentyzmu dołączonej do pakietu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: AP. 279 - A. R. Horowitz   

Powrót do góry Go down
 
AP. 279 - A. R. Horowitz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czerwona Brama :: Miasto :: Dzielnica mieszkalna :: Apartamentowce-
Skocz do: