IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sebastian Morgenstern

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sebastian

avatar

Liczba postów : 1

PisanieTemat: Sebastian Morgenstern   Pią Lis 28, 2014 12:49 am

Dane personalne

Imię:
Sebastian

Nazwisko:
Morgenstern

Pseudonim:
„Lucifer”

Hrabia Morgenstern znany jest przede wszystkim z podłych występków na tle artystycznym. Przyrzekałby gorliwie, że nie w głowie mu psoty, jednak można odnieść niejasne wrażenie, że doskonale bawi się w każdym momencie swojego życia. Jakby ukartował to sobie już na początku, jakby wszystko szło zgodnie z jakimś wyższym planem. Pod swoimi dziełami podpisuje się Lucifer, ale niezwykle błyskotliwemu przedstawicielowi starszych ras lub rodów przyjść do głowy może, że nie jest to pseudonim a imię jak najbardziej prawdziwe. Morgenstern oznacza bowiem Poranną Gwiazdę i wskazuje na to, że Hrabia Sebastian, patron anarchii i sztuki, to w rzeczywistości nie demon pierwszej wody, a jeden z najbardziej znanych aniołów – Wielki Buntownik, Lucyfer we własnej osobie.

Rasa:
Anioł jakby upadły, ale pozujący na demona. Jako jeden z pierwszych, strącony najszybciej, bez większego zastanowienia miłościwego tyrana, nie stracił wiele swych anielskich cech. Michael, odpowiedzialny za jego strącenie był niegdyś jego przyjacielem, toteż dopuścił się kłamstwa przeciw Panu. Zamiast ugodzić go tak, by ściąć skrzydła i oderwać resztki godności od cierpiącej duszy Lucyfera, Złoty Chłopiec ugodził go mieczem na przestrzał klatki piersiowej, strącając w przepaść. Nic więcej, prócz ciosu i spojrzenia pełnego bólu i smutku nie ugodziło Gwiazdy Zarannej. Pozostał więc aniołem, pośród demonów. Przyjął zasadę: wchodząc między wrony, krakaj jak i one. Został więc przykładnym demonem, całkowicie kryjąc swoje anielskie pochodzenie, a delikatność i grację ruchów rekompensując małomównością i laską wspierającą mistyfikację kalectwa osadzonego w prawym kolanie.

Przynależność:
Postać Specjalna

Wiek:
To... Mam około...

Nie pytaj o wiek, bo to niekulturalne tak sprawdzać porządnego obywatela.
(chyba nie pamięta!)

Zawód:
Malarz. Szczęśliwy, beztroski malarz gołych tyłków w pejzażu.

Usposobienie

Najwyższa wartość:
Wolność.
Honor.

Dajcie mi święty spokój.


Charakter:
Lucyfera można opisać w zaledwie dwóch słowach: niepoprawny romantyk. Kiedy jednak zastanawiam się nad jego osobowością, dostrzegam o wiele, wiele więcej. Najłatwiej przedstawić jego duszę wzorując budowę spisu cech na infrastrukturze piekła. Im głębiej tym bliżej prawdy. Lucyfer bowiem kryje swoją wciąż gorącą, tlącą się żarem anielską naturę, która tylko czeka na ożywczy podmuch wiatru. Jest idealistą i wierzy, że kiedyś ów zefirek roznieci płomień tak jasny i gorący, że sam Pan ze swoją zgniłą duszą będzie musiał zblednąć przy świetlistym nimbie Nosiciela Światła. Nie brakuje mu też wyobraźni i śmiałości, a na pewno honoru i dumy.  
Sebastian Morgenstern to persona na pierwszy rzut oka wpływowa, tajemnicza i wręcz perfekcyjna. Wybitny malarz, przystojny dżentelmen z klasą, inteligentny rozmówca, świetny słuchacz. Spokojny, nieco wycofany, ale błyskotliwy i obdarzony urokiem osobistym. Niemal uwodzi samą swoją obecnością, łapiąc wszystkich na magnetyczną nić. Niewiele mówi o sobie, woli słuchać o innych lub wygłaszać opinie na tematy ogólne i w każdym wypadku aktualne. Chociaż i w historię lubi wrzucić kilka swoich uwag. Doskonały mówca, potrafi opowiadać jak nikt. Słuchacze spijają słowa z jego ust za każdym razem prosząc o więcej. Jednak on nie należy do układnych. Ma swoje, niepodważalne zdanie na każdy temat, nie pozwala nikomu na siebie wpływać sprytnie manipulując otoczeniem. Lubi wieść życie samotne z niewielkimi domieszkami towarzyskiego brylowania. Na pierwszy już rzut oka jest zbyt idealną postacią, by była to całość jego osobowości. Jest doskonałym aktorem, co potwierdza na każdym kroku, chociaż nie każdemu dane jest to zauważyć. W bliższych kontaktach odpychający, oziębły, egoistyczny i chociaż dysponujący wysoką kulturą osobistą to jednak potrafi zachować się jak rasowy skurwiel. Uszczypliwe uwagi, beczki sarkazmu i ironiczne uśmieszki. Jest to jednak doskonały sojusznik, gdy już uda się go ze sobą oswoić. Wówczas dociera się o tej mniej lodowatej części hrabiego i poznaje się kogoś, kto skryty przed światem umyka od odpowiedzi i szturmuje pytaniami odzierającymi rozmówcę z wszelkich masek, złudzeń optycznych i kłamstw. W szczerości jest brutalny, niemal sadystyczny. Analizuje każdy gest i słowo, waży każde zachowanie i zmrużenie oczu. Jest świetnym badaczem osobowości, doskonale zna naturę swoich przeciwników w potyczkach słownych i osobowościowych. Zna czułe punkty potencjalnego zdrajcy, a strategia jaką się posługuje jest niemal bezlitosna. Pod tą ostatnią maską kryje się niesamowity Lucyfer. Wrażliwy, ale jednak niesamowicie silny. Niezachwiany w nadziei na lepsze czasy, nieugięty w walce o wolność, godność. Gotowy na każdy kolejny, słuszny bunt przeciwko wszystkiemu. Gotowy za swoich przyjaciół oddać duszę, serce i rozum. Zachwyca go piękno, które odnajduje we wszystkim. Obrzydza go myśl o porażce jaką odniósł i to ona bodzie jego ego do tego stopnia, że głęboko zamyka swoje prawdziwe uczucia.


Zalety:

  • Otwarty umysł – zawsze znajdzie najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie.
  • Pomysłowość – wyjdzie z każdych tarapatów.
  • Siła – nie poddaje się. Nigdy.
  • Nadzieja – nigdy nie przestaje walczyć.
  • Aktorstwo – może być kim chce.


Wady:

  • Egoistyczny.
  • Zgorzkniały.
  • Obojętny.
  • Zraniony.
  • Drażliwy.
  • Szybko osądza i odrzuca.
  • Brutalny w słowach.


Słabości:

  • Ma słabość do niesprawiedliwie osądzonych, cierpiących zniewolenie i za czyjeś winy.
  • Łamie się w hardości ducha przed wszelaką sztuką klasyczną.




Aparycja

Wzrost oraz waga:
I numer buta. Dodajmy też obwód muskułów i rozmiar peni… Hm. Wzrostu ma jak na dwóch ludzi, co zdecydowanie pozytywnie weryfikuje jego pochodzenie z najwyższych hierarchii anielskich i najstarszych korzeni chórów. Lekko ponad siedem stóp wysokości to niezwykły wyczyn nawet jak na organizm tak silny i prężny. Siedem stóp w gwoli ścisłości to nieco ponad dwa metry miary ludzkiej. Można przypuszczać, że powinien ważyć setki kilogramów lecz to mylna teza. Z niesamowitą gracją prezentuje swoje sto szesnaście kilogramów. I to właśnie, proszę państwa, potęga najwyższych chórów -  ich niepojęte piękno w każdym aspekcie postrzegania zmysłowego.

Wygląd zewnętrzny:
Hrabia Morgenstern to demon o aparycji nie tyle postawnej, co rozbijającej szkła w dłoni mężczyzn, a kobiece serca pozostawiającej w rozedrganiu godnym stanu przedzawałowego. Ci pierwsi albo zazdroszczą, albo szukają sposobu przebicia się do serca zielonookiego malarza, w końcu plotka głosi iż artysta homoseksualnym jest. Jakby na potwierdzenie odnajdują w całym arcydziele samego Boga cechy zaliczane do charakterystycznych dla nadanej mu orientacji: szczupłe i zadbane dłonie, długie, połyskujące zdrowo, hebanowe włosy, schludny i estetyczny ubiór bez jednej skazy, gracja z jaką się porusza i nawet sposób w jaki patrzy. Jak bardzo podupadliby na duchu, gdyby doświadczyli świadomości tego, kim ów mężczyzna jest w rzeczywistości. To anioł, najwyższych chórów, ukrywający się pod maską demona. Nie zawsze był zielonookim brunetem – to jedynie magiczne sztuczki anielskie. Domyślnie Pan stworzył Nosiciela Nadziei o włosach jasnych jak światło, a ślepiach błękitnych jak niebo nad łąkami Edenu. Ten jednak po strąceniu z obrzydzeniem odsuwał od siebie myśl o spojrzeniu ponownie w swe anielskie oblicze i nim potłukł wszelkie dostępne lustra, przyjaciel poradził mu zmianę stylu, powiedzmy kolokwialnie – wyrobienie nowego, bardziej „wyrazistego pr-u”. Oto krótka historia ciemności w wykonaniu artysty, zwanego Hrabim Morgensternem z Otchłani.
Mamy więc naszego ciemnowłosego olbrzyma o jadowitych jak trująca żaba tęczówkach barwy zielonej. Eu naturel się nie objawia, więc warto wspomnieć o ubiorze. Przeważnie odziewa się w mundurowe płaszcze, przypominające nieco pruskie galowe stroje z połyskującymi guzikami i cienkimi lamówkami ze sznura kręconego jedno lub nawet dwustronnie. Do tego lekkie jak przysłowiowe piórko koszule w kolorze czerni i ciemnej zieleni, podobnie dopasowane do nich spodnie na miarę. Ma w stylu nutę dekadencji, co obrazują staroświeckie wręcz rękawy koszul, niekiedy zapiętych na stójkę i ozdobionych eleganckim męskim fularem ze złotą spinką. Na szyi połyskuje złoty, długi łańcuszek, a ciężar jaki na nim spoczywa kryje się za pazuchą koszuli. Sebastian zawiesił bowiem na swej szyi starą, niebiańską obrączkę z grawerami anielskich pochwalnych pozdrowień i jego imieniem od wewnątrz.
Jego skrzydła po upadku nie straciły swej świetności, pozostały białe, połyskujące błękitem lecz i ich barwę zmienia z pomocą magii. Otoczeniu ukazuje więc albo kompletny ich brak, co nie spełnia zbyt dobrze swego zadania (może je skryć, jednak wciąż są i zdarza się, że ktoś nieświadomy niczego odbije się od nich jak piłeczka z kauczuku; powstają niepotrzebne pytania, niesnaski i nagły impuls hrabiego by sięgnąć po rewolwer), albo ich skórzaną wersję, niezbyt wyszukaną z zaostrzonymi hakami na szczycie, które jednak nikogo nie zranią – w końcu są jedynie fatamorganą.
Gdyby nie wrodzona zdolność do tworzenia iluzji, fatamorgany zmieniającej postrzeganie przedmiotów i miejsc, rozpoznano by go natychmiast. W miejscu zamieszkania bowiem świeciłby jak zapałka w składzie beczek z naftą. W mroku więc skrył swoją świetlistą aparycję. I nie tylko ją, lecz o tym nie tutaj mowa.

Znaki szczególne:
Przez klatkę piersiową przebiega ciemna, przypalona blizna pochodząca z czasów upadku. To miecz Michała Archanioła wyrzeźbił w nim tę skazę, którą skrzętnie kryje tak, jak mu to dane kryć.
Gdy nieco oswoił się z klimatem panującym w Piekle, pod wpływem lekkomyślnej decyzji w górnej chrząstce lewego, wiecznie odsłoniętego ucha umieścił trzy złote kółka.

Informacje poboczne

Życiowe motto:
Nadzieja nigdy nie umiera.

Ciekawostki:

  • W rzeczywistości jest blondynem o błękitnych oczach, ale kryje to pod maską iluzji.
  • Jego umiejętnością jest tworzenie wokół aury świetlnej, przybierającej dowolny kształt i formę – tworzy wokół siebie iluzję rzeczywistości.
  • Gardzi kłamcami, jest wobec nich bezwzględny.


Historia:
Może zabrzmi to raczej niecodziennie, ale Lucyfera wyśpiewano. Dokładnie tak. Nie urodzono. Nie stworzono. Wyśpiewano. Wydaje się to logiczne, ale tylko z punktu widzenia filozofa-szaleńca na co dzień żywiącego się kocimi chrupkami, a noc spędzającego na drzewie w ramach kontaktu z naturą.
Gdy powstał Metatron z jego ust zaczęła płynąć Pieśń Stworzenia. Śpiewał cudownie, jak na przekleństwo tworząc wszystko, o czym myślał u boku Pana. Pomyślał o sile – powstał Michael, o magii – powstał Razjel, o marzeniach – powstał Gabriel, o zdrowiu – powstał Rafael. I nagle jego myśli zbłądziły ku natchnieniu, nadziei, ogólnie rzecz ujmując miał nagłe uderzenie weny i uniesienia graniczącego z ekstatycznym umieraniem. Powstał Lucyfer. Od początku był inny, nieco bardziej zamknięty w sobie, nieco bardziej gwałtowny. Obdarzał zachwytem każdy płatek rajskiego kwiecia, każdy rozbłysk tęczy na powierzchni krystalicznie czystej wody.  Żył wciąż nieobecny, wciąż oddzielony od innych swoim ekstatycznym uniesieniem. Tworzył. Malował, pisał. Jego dzieła porywały niebieskie ptactwo. Był doskonałym mówcą, słowa płynęły z głębi serca, mieniły się bogactwem, przepychem i siłą. Jakby to zgrabnie wytłumaczyć… Miał doskonały pr. Do pewnego czasu. Kompletnie nie akceptował pewnych działań Pana. Krył w sobie tę zniewagę, spychał ją poza świadome części umysłu. Zasłaniał ów swoisty niesmak pięknym zachwytem. Odwracał głowę od zepsucia jakie dostrzegał coraz częściej w najbliższych Panu kręgach. Towarzystwo w Empireum, według niego, było zgniłe jak zbyt długo pozostawione samym sobie jabłka. Zaczynało go brać obrzydzenie. Otóż nie mógł znieść tego, że nie wolno było im smakować uciech jakich pragnęli. Każdy ze skrzydlatych, Lucyfer widział to w ich oczach, pragnął dotknąć swego towarzysza jak nigdy dotąd. Pragnęli czegoś, czego nie rozumieli, nawet on sam. Miłości, ale innej niż znali. Czegoś… opartego na swobodzie. Chcieli odkrywać świat, ale nie pozwalano im. Nosiciel Światła, jak go nazywano wówczas, przypadkiem powiedział o jedno słowo za dużo przy swym przyjacielu. On zaś, ku zdziwieniu anioła, przyklasnął mu. Z jego oczu biła niemożliwa do zniesienia tęsknota. Długo rozmawiali o tym, co ich dręczy. Ufali sobie, nie mogło być inaczej. Podskórnie Lucyfer wyczuwał, że to co ukrywają, nie jest mile widziane. Dołączyli do nich kolejni, przypadkiem jak zwykle. Było ich coraz więcej. Coraz ciężej było ukryć spotkania, które przecież nie były mile widziane poza Ogrodem Pańskim. Było ich naprawdę wielu. Spotykali się nocą, niby to przypadkiem. Wszystko było przypadkiem. Jedynie zbiegiem okoliczności. Do czasu.
Lucyfer dawał się przekonywać. Wszyscy wokół mu mówili: ‘Masz talent. Potrafisz porywać serca. Porozmawiaj z Nim, błagam. Błagamy. Porozmawiaj, Luc. To może być coś wspaniałego. On nas kocha. Zgodzi się. ‘
Jednak Nosiciel Światła przeczuwał, że prawda znacząco odbiega od rzeczywistości. Skarcił się wielokrotnie w myślach za zwątpienie w miłość Pana do aniołów. I za każdym kolejnym razem. Pchnięty impulsem swoich przyjaciół poprosił o audiencję u Wszechmocnego. Chciał to zrobić. Powiedzieć Mu i uciszyć pełne wątpliwości serce.
W przeddzień wielkiego spotkania z Najjaśniejszym, w przedsionku jego własnego domu napotkał ciemną postać Razjela. Migotała na tle drzwi z jasnego drewna, rzeźbionych bogato i inkrustowanych złotem. Lucyfer okazał uprzejme zdziwienie i lekko skłonił głową w powitalnym geście, ku widmu Pana Tajemnic.
- Witaj, Lucyferze. – głos jak z dna studni przywitał go i uświadomił o tym, że jego właściciel znajduje się w odległej pracowni magicznej. Sam Niosący Światło lekko się wzdrygnął i odchrząknął, prostując się godnie.
- Witaj, Razjelu. Co sprowadziło cię w moje progi, chociażby częściowo? – spytał charakterystycznym, lekko schrypniętym i stłumionym głosem.
- Ostrzeżenie. Przybyłem cię ostrzec.
Blondwłosy anioł zatrząsnął się wewnętrznie z lęku. Wiedział? Nie mógł uwierzyć w to, że mówi o tym, o czym on sam tak gorączkowo myślał. Naraz napadły go kąsające jak wilki wątpliwości. Nerwowo przygryzł wargę i zaraz ją puścił, przywołując się do porządku.
- Tak?
- On jest… inny niż myślisz. Rozgromi was. Wycofaj się, Lucyferze.
A on zamiast należycie przejąć się słowami dumnego i niezwykle mądrego Razjela, naprężył się wspaniale, jaśniejąc swoim Światłem. On się nie cofnie, nie jak tchórz. Mowy nie ma. Pan nie mógł być aż tak okrutny by ich skrzywdzić.
- To bluźnierstwo.
- Nie mniejsze niż wasze. – powiedział z… goryczą? Tak, Lucyfer był pewien, że to gorycz zabrzęczała ciężko w głosie anioła.
- Ty też to czujesz. Tęsknotę za wolnością i swobodą. Prawda?
Widmo maga zadygotało, jaśniejąc i rozmywając się. Odsuwał się, wracał do siebie. Czuł to! Lucyfer wiedział, że też czuje.
- Razjelu! Na litość Pańską. Widzę to.
- Ostrzegłem cię, przyjacielu… Droga serca to droga dla wytrwałych. Nie dla mnie, mój drogi.
- Dlaczego?! Przecież nie jesteś słabszy ode mnie...! – krzyknął w pusty korytarz. Był zdruzgotany tym, co zobaczył. Prawdą o archaniele, Księciu Magów, chłodnym i niedostępnym. Przeczuwał, że jego audyt spowoduje zamieszanie. Po słowach Księcia Tajemnic był tego pewien, ale nie zamierzał się cofnąć. Wdepnął i przyjmie konsekwencje. Nawet śmierć. Za cenę wolności.

***
Pan wygnał trzecią część ptactwa niebieskiego. Lucyfera, podłego zdrajcę, burzyciela i heretyka kazał okaleczyć – pozbawić skrzydeł - i strącić by zginął upadając na Ziemię. Do celu tego wyznaczył Zastępy, a ku zagładzie Przywódcy Buntu posłał najsilniejszego z aniołów – Michaela. Nie poznał jednak prawdy z jego ust.
- Nie żyje. Roztrzaskał się o skały.
Empireum jaśniało zwycięsko i tryumfalnie lecz tylko z pozoru. Aniołowie byli przerażeni, przygnębieni ogromną tragedią i rzezią jaką przyszło im oglądać. Już nic nie miało być jak dawniej. Światło, Nadzieja umarła w poniżeniu, roztrzaskano ją na skałach jak kruchą, porcelanową sikorkę.

***
Nie dał się. W Piekle wiwatowano – raz szyderczo, raz z podziwem. Krwisty kwiat na jego piersi nie był groźnym uszczerbkiem na zdrowiu. Michał ciął go powierzchownie, nie czyniąc mu większej krzywdy. Krew rozprysła się po jego twarzy, poszarzałej z wycieńczenia, tworząc wymyślną maskę barbarzyńcy na jego niezwykle jasnym obliczu. Nie szedł zwycięskim, dziarskim krokiem. Nie spuszczał też głowy jak pokonany. Chłód i niemal niezrozumiała obojętność biły od niego, odsuwając innych i uciszając rozszalałe tłumy. Na długo zaszył się w swoich nowych komnatach. W końcu jednak, zdaje się że przebolał. Zmienił się nie do poznania. Dumny Lucyfer, Nosiciel Światła i Nadziei, zmienił się w godnego Władcę Otchłani Piekielnej. Hebanowe włosy miały dodać mu charakteru, jadowicie zielone oczy miały dodać mu charyzmy. Założył na siebie maskę Szatana, skurwiela i dupka. Skrył się za sztalugami, ziemskim nazwiskiem i wieczną grą aktorską. Wygodnie zaszył się z dala od wszystkiego, zgrywając chimerycznego Władcę Otchłani. Nie mieszka tam, osiadł blisko ziemskiego padołu, z dala od wszystkich. Z dala od nagabywania. Z dala od znajomych mu twarzy. Z dala od siebie.

Chaos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadir van Hellem
Administrator
Lider Czerwonej Bramy
avatar

Liczba postów : 55

PisanieTemat: Re: Sebastian Morgenstern   Pią Lis 28, 2014 6:54 am

Zaakceptowano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sebastian Morgenstern
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czerwona Brama :: Postaci :: Karty postaci-
Skocz do: